Chociaż Eurowizja 2019 wciąż przed nami, to niektórzy nadawcy intensywnie myślą już nad przyszłoroczną edycją. Białorusini mają już plany co do anulowania preselekcji narodowych, a Norwegowie 🇳🇴…idą w zupełnie drugą stronę i rozbudowują swoje Melodi Grand Prix, a wszystko po to by świętować 60-lecie selekcji. W związku z tym telewizja NRK zorganizuje aż pięć półfinałów – wszystkie będą w Oslo, ale skoncentrowane będą na różnych regionach, a w danej grupie startować będą uczestnicy pochodzący z konkretnej części kraju. O rezultatach poszczególnych rund decydować będą widzowie oraz jurorzy – z każdej grupy do finału wejdzie tylko dwóch najlepszych uczestników (jeden faworyt publiki i jeden faworyt komisji). W finale reprezentanta Norwegii 2020 wybiorą tylko widzowie. Zgłoszenia przyjmowane są już teraz i propozycje wysyłać można tylko do 17 maja 2019 roku. Co ważne, każdy zgłoszony utwór musi mieć przynajmniej jednego norweskiego autora, a każdy producent/kompozytor może zgłosić max. trzy piosenki.

Telewizja rumuńska 🇷🇴 opublikowała dziś pełne wyniki głosowania telewidzów w finale Selectia Nationala, dając po raz kolejny powód do krytyki obecnego systemu, w ramach którego jurorzy mieli prawie 90% wpływu na ostateczne wyniki. Głosowanie widzów wygrała Laura Bretan, zdobywając ponad 4,6 tys. głosów. Drugie miejsce miała formacja Trooper, ale już tylko 1,4 tys. głosów oddano na ich utwór. Na pozycji trzeciej była faworytka fanów – Bella Santiago (1,1 tys. głosów). Ester Peony, zwyciężczyni selekcji, zdobyła jedynie 356 głosów i zajęła w rankingu publiczności niskie, ósme miejsce. Nawet, jeśli byłaby ostatnia, wygrałaby konkursu ze względu na znaczne poparcie ze strony międzynarodowego jury. Najsłabiej w finale wypadł Claudiu Mirea, na którego oddano tylko 134 głosy. Format zastosowany podczas finału, w którym widzowie mieli tylko 1/8 wpływu na wyniki, był nawet dyskutowany podczas obrad rumuńskiego parlamentu. Zapewne TVR w przyszłym roku mocno zmodyfikuje sposób decydowania o reprezentancie kraju.

Kolejny skandal związany z przygotowaniami do Eurowizji 2019 🇮🇱! Telewizja izraelska KAN ujawniła, że jedna z delegacji eurowizyjnych została oszukana przez fałszywą sieć hoteli na ponad 15 tys. euro. Oszustwa dokonano drogą mejlową i, jak wynika z dochodzenia, za fałszywą sieć hotelową podała się osoba pochodząca z kraju pechowej delegacji. Wiadomo, że pieniądze zostały już zwrócone i nie ma podejrzeń, by taka sytuacja spotkała jeszcze jakieś inne ekipy uczestników Eurowizji. Tymczasem pomysł dotyczący stworzenia ogromnego pola namiotowego dla fanów przybywających na konkurs do Tel Awiwu nie doczeka się realizacji, gdyż żadna firma nie stanęła do przetargu. Według lokalnych mediów, przyjmowanie zgłoszeń do przetargu trwało 2 miesiące i nikt nie zainteresował się udziałem. Miejsca noclegowe w stolicy Izraela są jeszcze dostępne, jednak ceny odstraszają. Na razie nie wiadomo też, czy akredytowani fani i dziennikarze będą mieć dostęp do darmowej komunikacji w mieście. Problemem jest fakt, że w Tel Awiwie obowiązuje system pre-paidowych kart miejskich (imiennych), których wyrobienie nie jest ponoć tak proste. Miasto stoi więc przed dylematem, czy ustawić specjalne maszyny produkujące tego rodzaju karty już na lotnisku Ben-Gurion czy zezwolić na darmowe korzystanie z autobusów.

Europejska Unia Nadawców potwierdziła, że przemyśli temat dopuszczenia Katalonii (telewizji TV3) do udziału w Eurowizji Chórów 2019. Nadawca kataloński nie jest jeszcze członkiem EBU, ale planuje uzyskać taki status najpóźniej na początku przyszłego roku. EBU uznało, że Katalonia miałaby szansę być dopisana do grona potwierdzonych uczestników Eurowizji Chórów 2019. Według aktualnej i oficjalnej listy, do konkursu (który odbędzie się 3 sierpnia) ma przystąpić 10 telewizji, w tym nadawcy z Walii i Szkocji. Niektóre kraje wybrały już reprezentantów – Niemcy wysyłają chór BonnVoice, Łotysze chór Maska, Słoweńcy Jazzva, a Szwajcarzy Cake O’Phonie. Ambicje Katalończyków są jednak większe i sięgają poza Eurowizję Chórów – według planu TV3, stacja chce uzyskać status aktywnego członka EBU by móc zadebiutować na Eurowizji 2020. Według El Nacional, udział Katalonii w ESC kosztowałby stację ok. 300 tys. euro (tylko składka). Nadawca TV3 chciałby zorganizować też preselekcje narodowe w celu promowania młodych i utalentowanych Katalończyków oraz języka katalońskiego. Pomysłem jest też zainteresowany zarząd telewizji RTVA w Andorze 🇦🇩. Dyrektor generalny stacji przyznał, że w przypadku gdy Andora wróci na Eurowizję, chciałby współpracować z telewizją TV3, np. przy organizacji preselekcji, tak jak to miało miejsce w 2004 roku. Andora to aktualnie jedyny kraj uczestniczący w Eurowizji, który nigdy nie wystąpił w finale konkursu. Debiut Katalonii w 2020 zdaje się być natomiast celem nierealnym, gdyż region Hiszpanii 🇪🇸 nadal nie uzyskał niepodległości i raczej nie zanosi się na jakiekolwiek zmiany w tej kwestii w najbliższym okresie. Taki debiut na pewno byłby też blokowany przez Hiszpanię, kraj „Wielkiej Piątki”. Tegoroczny reprezentant – Miki Nunez – jest Katalończykiem, ale nie należy się po nim spodziewać jakichkolwiek prowokacji politycznych i jawnego popierania niepodległości Katalonii.

Weź udział w akcjach specjalnych Dziennika Eurowizyjnego!

Źródło: NRK, Eurovoix, TVR, inf. własne, ESCkaz, TV3, El Nacional, fot.: Instagram

 

 

Reklamy