Konflikt rosyjsko-ukraiński trwa / A co z Gruzją?

Rosyjsko-ukraińska bitwa trwa, a Europejska Unia Nadawców nadal liczy, że uda jej się utrzymać Rosję w stawce tegorocznej Eurowizji 2017. Jon Ola Sand zaproponował Ukraińcom, by zakaz wstępu Yulii Samoyloverj na terytorium Ukrainy zaczął obowiązywać dopiero po Eurowizji. Wiadomo jednak, że strona ukraińska nie zgodzi się na taki ruch. Przedstawiciele EBU zamierzają jednak zrobić wszystko by nie doszło do sytuacji w której po raz pierwszy uczestnik Eurowizji nie może wystartować w konkursie ze względów politycznych. Wicepremier Ukrainy ma dla Rosjan rozwiązanie – zmienić wykonawcę i/lub utwór. To wg ukraińskich władz jedyna szansa, by Rosja miała prawo startu w Eurowizji. Pewne jest, że nadawca rosyjski Channel One nie planuje żadnych zmian i szybciej wycofa się z konkursu niż zrezygnuje z wysłania Yulii do Kijowa. Nawet sam wicepremier Ukrainy jest świadom tego, że Rosja nie dokona zmiany reprezentanta, gdyż jest to świadoma prowokacja ze strony tego kraju. Decyzję Ukraińców wspiera Ruslana, która przyznała, że osoby odpowiedzialne za wybór reprezentanta Rosji doskonale wiedziały, jakie prawo obowiązuje w kraju, który organizuje konkurs, a wybór Yulii jest jawną prowokacją. Zwyciężczyni ESC 2004 przyznała, że na Ukrainie nadal giną ludzie z powodu wojny z Rosją.

Przewodniczący Grupy Referencyjnej – Frank-Dieter Freiling również jest zdania, że Ukraina powinna zezwolić Yulii na udział w Eurowizji 2017 i zapewnił, że EBU zrobi wszystko by zapewnić Rosji możliwość wystartowania w konkursie. Podkreślił, że ukraińskie władze nadal nie poinformowały EBU o zakazie wobec Yulii, z kolei Rosjanie nie przekazali Europejskiej Unii Nadawców swojej oficjalnej odpowiedzi ws. proponowanej transmisji satelitarnej występu Samoylovej. Poinformował też, że Rosjanie na ten moment nie spełnili wszystkich warunków związanych z przygotowaniami do udziału, nie przekazali organizatorom planu występu do „Flame is burning” oraz są jedyną delegacją, która nadal nie zarezerwowała miejsc hotelowych w Kijowie. Szef Działu Rozrywki telewizji niemieckiej ARD – Thomas Schreiber – uznał, że zarówno Ukraińcy jak i Rosjanie dokładnie wiedzą co robią i to jedynie od dobrej woli dwóch stron zależy przyszłość apolitycznej Eurowizji 2017. Podkreślił też, że ukraiński nadawca nie może działać niezależnie od rządu kraju, co jest niestety domeną telewizji Wschodniej Europy. Ma nadzieję, że sprawa zostanie w jakichkolwiek sposób rozstrzygnięta, a Eurowizja kojarzyć się będzie z konkursem piosenki, a nie wojnami politycznymi. W sprawie Rosji wypowiedział się też dyrektor telewizji SMRTV z San Marino, który nie zgadza się z decyzją Ukrainy i żąda, by Eurowizja zachowała swój neutralny charakter. „Nie interesuje nas, czy jest to rosyjska prowokacja” – mówi Carlo Romeo.

Dziś podczas specjalnego koncertu Tamara Gachechiladze zaprezentowała nową, eurowizyjną wersję utworu „Keep the Faith”. Koncert zorganizowano z okazji zniesienia wiz dla Gruzinów podróżujących do krajów Unii Europejskiej. Premiera teledysku odbędzie się za parę dni. Co ciekawe, Tamara nie jest jedyną autorką swojego utworu. Współtworzył go reprezentant Gruzji – Anri Jokhadze, który w Baku nie zdobył awansu za utwór „I’m a joker”. W nagraniu nowej wersji uczestniczył 25-osobowy chór. Oczywiście na Eurowizji Tako będzie mogła mieć na scenie maksymalnie pięciu członków chórku.

Źródło: ESCkaz

%d blogerów lubi to: