Kuba Jasiecki walczy o udział w Krajowych Eliminacjach! Co sądzi o Eurowizji, udziale Margaret w Melodifestivalen i zgłaszaniu się „no name-ów”?

Trwa etap zgłoszeniowy do Krajowych Eliminacji, a z dnia na dzień dowiadujemy się o kolejnych wykonawcach chętnych do wzięcia udziału w konkursie. Kolejnym kandydatem, którego przedstawię jest Kuba Jasiecki, który wielokrotnie już próbował swoich sił w walce o Eurowizję zarówno w barwach Polski jak i Szwajcarii czy Irlandii. Tym razem wokalista przygotował utwór „My Time” (tekst i melodia są jego autorstwa). „Ostatecznie nagrałem ją w dwóch wersjach językowych: pierwsza jest mieszana, bo oryginalny tekst powstał po polsku, szwedzku i angielsku. Potem pomyślałem, że chciałbym po raz pierwszy nagrać coś całkowicie po polsku i ten utwór mi pod to pasował, więc powstała też ta druga wersja” – tłumaczy Kuba. „Tekst jest dla mnie o sile jaką odkrywa się w sobie z czasem i o tym, że warto temu czasowi zaufać. Poza tym – teraz uważaj bo będzie górnolotnie – w tej piosence poniekąd dochodzę do porozumienia z ideą panta rhei, której mimo, że nie zaradzisz, to jej nie lubię. Nie lubię zmian i tego co czas robi z nami, z życiem, ze światem. Paradoksalnie, bo przecież dużo podróżuje, poznaję nowe miejsca i ludzi i wiem, ze z czasem nie wygram. A to też rozstania na chwile dłuższe i krótsze, zastanie ukochanego miejsca po latach zmienionego nie do poznania, siwienie itp. I ta piosenka w warstwie tekstowej to moje powiedzenie sobie „ok tak już jest.. Ludzie się starzeją, osiedla zmieniają, lepiej płyń z tym życiem dalej„.

Przy pomocy Przemka Grzelaka utwór otrzymał aranżację w stylu nazywanym przez Kubę „drama-schlager”. „Nie ma nic złego w czerpaniu z minionych dekad. Spójrz na lata ’80te! Nadal jest szał! Najbliżsi przyjaciele podsuwają mi często nowe trendy, brzmienia, a ja zawsze wracam do mojej miłości do schlagierów, odrobinę modyfikując pewne sprawy, ale na moich warunkach. Jestem bardzo, bardzo zadowolony z tej piosenki na wielu poziomach. Jest dla mnie ważna„. A jak ważna jest dla Kuby sama Eurowizja? „Nie jestem może aż tak mocny jeśli chodzi o statystyki, ale za to śledzę z zainteresowaniem aspekty produkcyjne. To pasjonujące jak to show powstaje. A oczywiście najbardziej podoba mi się to zgromadzenie tak wielu gatunków muzycznych i artystów na jednej scenie, co właśnie wielu nieuważnych widzów, którzy nie skupiają się na utworach myli z tandetą. Tam jest co roku tyle smaczków, które potem męczę na playliście czasem wiele lat. Poza tym Eurowizja to dla fanów konkursu – a jestem jednym z nich – filozofia życiowa. Uwielbiam ludzi z pasją, a my którzy kochamy ESC tacy jesteśmy.” – mówi.

Wśród najnowszych nazwisk osób zainteresowanych KE 2018 wymienić należy m.in. Damiana Rybickiego, Patryka Smolarka, Wojciecha Ezzata, Jelenę Matulę, Marię Niklińską, Maję Kapłon czy estońską wokalistkę Elysę. W większości fani uznają te osoby za tzw. „no name”, często krytykując brak znanych nazwisk wśród chętnych do preselekcji. Czy określenie „no name” obraża np. Kubę Jasieckiego? „No ale o co tu by się obrażać? Przecież ja jestem nieznany i pewnie długo jeszcze będę o Eurowizje, czy Preselekcje walczyć. To moje marzenie i się nie poddaję. Mam w sobie dużo pokory i rozumiem to, że widzowie pewnie chętniej widzieliby na Eurowizji pierwszoligową gwiazdę, niż kogoś bez pozycji. Natomiast nie znaczy to, że ktoś nieznany sobie nie poradzi. Wiem, że doskonale sprawdziłbym się w konwencji preselekcji, czy samej Eurowizji. (…) Wielu ugruntowanych artystów w głębi duszy chętnie by pojechało, bo wystąpić przed tak wielką publicznością telewizyjną i w takich spektakularnych warunkach techniczno-scenicznych to rzadka okazja nawet dla gwiazd. Ale się boją, bo mają dużo do stracenia jeśli nie zajmą topowej pozycji. Tego zmartwienia nie mają mniej znani wykonawcy – lub jak kto woli – „no-name’my”. Chociaż gdybym miał kompletnie wolną rękę i wybór znanego artysty zależałby wyłącznie ode mnie to na tą chwilę pojechałaby Kayah z piosenką „Po Co”. Kocham!”

Kuba Jasiecki od lat mieszka w Szwecji i uważnie śledzi Melodifestivalen. Nie sposób więc nie zapytać go o opinię ws. udziału Margaret w tych preselekcjach. Wokalista przyznaje, że pojawienie się polskiej artystki w stawce szwedzkich eliminacji nie było w tym kraju zbyt często komentowane. „Margaret musiała kiedyś znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, bo jej dwuletnia droga do Melodifestivalen to mistrzostwo PRu! Jej, Polce niemieszkającej w Szwecji, udało się to co przez lata nie udaje się znanym szwedzkim artystom, wiec szacun. Jej „Cool Me Down” można było usłyszeć w radiach, ale to była piosenka, której Szwedzi nie przypisaliby twarzy wykonawcy. Teraz ma mocną szansę to zmienić. Będę jej kibicować. Mam nadzieję, ze jest świadoma jaką jest szczęściarą.

Do zakończenia przyjmowania zgłoszeń pozostały jeszcze 4 tygodnie. Zgodnie z regulaminem, najpóźniej do 6 lutego TVP przekaże wyniki głosowania specjalnej komisji i poznamy stawkę finałową składającą się z pięciu do dziesięciu nazwisk. Nie wiadomo jeszcze kiedy odbędzie się finał, jednak coraz częściej spekuluje się o dacie 24 lutego. Polska byłaby więc piątym krajem, który tego dnia przeprowadzi swój finał (poza Ukrainą, Węgrami, Mołdawią i Armenią). Zdecydowanie lepszą byłaby opcja 17 lutego (tylko jeden finał narodowy – w Czarnogórze) lub 3 marca (dwa finały – Estonia i Islandia). Terminu finału nie mają jeszcze Grecja, Serbia, Słowenia i Łotwa, ale wiadomo, że te kraje również planują zakończyć preselekcje w lutym.