Pora na kolejny odcinek 42-częściowego cyklu pełnej analizy wyników Eurowizji 2017! Sprawdzimy jak wyglądały wyniki głosowania w półfinale i finale, jak oceniali jurorzy oraz widzowie oraz jak dany rezultat wpłynął na statystyki danego kraju. Dziś czas na reprezentanta Australii, czyli Isaiah’a! Centrum Prasowe szybko zaczęło zwiastować porażkę „Don’t come easy” gdy usłyszeliśmy występ podczas próby jurorskiej. Jak się jednak okazało, to jurorzy (pomimo słabego wokalu Australijczyka na próbie) pokochali ten utwór, a widzowie…zupełnie zignorowali.

Australia to piąty kraj z pierwszego półfinału, który znalazł się w czołowej dziesiątce finału Eurowizji. W półfinale wywalczył szóste miejsce z 160 punktami i został pokonany 4 punktami przez Cypr. Widzowie przyznali „Don’t come wasy” tylko 21 punktów, o 10 mniej niż Islandii i tylko 1 więcej niż Słowenii i Łotwie. Oznacza to, że Australia była 15. i zdaniem widzów nie powinna zakwalifikować się do finału (zamiast niej powinna wejść Finlandia). Innego zdania byli jurorzy, którzy Isaiah’a dali aż na drugie miejsce ze 139 punktami. Lepiej wypadła tylko Portugalia. Najwięcej punktów przyznała Australii Islandia (16), później Słowenia (15) i Szwecja (14). W televotingu najwyższą notą było jednak 6 punktów (z Islandii), a aż 11 państw (w tym Portugalia, Polska czy kraje Big5) zostawiły Australię z zerem. Od jurorów Isaiah otrzymał trzy dwunastki – ze Szwecji, Czech i Słowenii. Polska dała osiem punktów, a jedynie Grecja nie przyznała żadnej noty.

W finale Australijczyk zajął 9. miejsce ze 173 punktami, czyli o 15 więcej niż Norwegia. Znowu rozbieżność między widzami a jury była ogromna, chociaż nie tak spektakularna jak w przypadku Michała Szpaka, który najpierw był nisko (słabe noty od jury), a później dokonał ogromnego skoku (mocne wsparcie widzów). Isaiah zajął 4. miejsce w głosowaniu jury (171 punktów) i przegrał tylko z Portugalią, Bułgarią i Szwecją. Od widzów dostał jednak tylko 2 punkty (!) i miał przedostatnie miejsce. Nie było żadnych dwunastek. W głosowaniu jury Australia dostała po 10 punktów od Finlandii, Islandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii, Polska dała 7, a trzynaście komisji nie miało „Don’t come easy” w top10. Wszystkie punkty od widzów to zasługa Danii – 2 punkty.

Pierwsze miejsce w głosowaniu jurorów Australii zajęła…Polska i Kasia Moś, której Lucy Patricia Durack oraz Natasha Cupitt przyznały najwyższą lokatę. Druga była Mołdawia, a trzecia Szwecja. Dopiero na piątym miejscu znaleźć można Portugalię. Trzecia od końca była Belgia, a na dnie Czarnogóra z Albanią. W głosowaniu widzów wygrała Mołdawia przed Portugalią i Szwecją. Niestety Polska zajęła tu bardzo niskie, piętnaste miejsce, a gorzej oceniono tylko Gruzję i Albanię. Co ciekawe, u widzów czwarte miejsce miał…Slavko z Czarnogóry.

W finale jurorzy najwyżej ocenili piosenkę z Wielkiej Brytanii, chociaż nie byli w tym jednomyślni. Drugie miejsce zajęła Mołdawia, trzecie Bułgaria. Australijka z Danii znalazła się na szóstej pozycji, Kasia Moś na dziewiątej. Portugalia była czwarta. Najgorzej wypadły Chorwacja z Hiszpanią. W televotingu znów triumfowała Mołdawia, druga była Rumunia (co oznacza, że diaspora rumuńska w Australii ma się dobrze), a trzecia Dania, na co wpływ miała na pewno sama osoba Anji Nissen. Portugalia zajęła 4. miejsce, Wielka Brytania ósme, Polska dopiero 22. Najniższym poparciem widzów cieszyły się Ukraina z Hiszpanią.

To dopiero trzeci pełnoprawny start Australii w Eurowizji. Kraj ma na ten moment 100% skuteczność awansu do finału, ale tegoroczny start jest najsłabszym, jeżeli chodzi o wynik. Australia najlepiej wypadła w 2016 roku, zajmując 2. miejsce i wygrywając półfinał. W czasie debiutu w 2015 była piąta. EBU z uporem twierdzi, że Australia nie jest stałym uczestnikiem Eurowizji i co roku ten kraj (a raczej nadawca) musi być zapraszany do udziału przez organizatorów. SBS jest jednak pewne startu w przyszłym roku, a ponoć w planach jest organizacja preselekcji narodowych.

Reklamy