
Wbrew wcześniejszym informacjom, dopiero 1 sierpnia ogłoszona będzie decyzja w sprawie miasta, które zorganizuje Eurowizję 2017. O ten tytuł wciąż walczą Odessa, Dnipro i Kijów – miasta mają już za sobą wizytację przedstawicieli EBU i NTU. O tym, gdzie trafi przyszłoroczny konkurs dowiemy się w poniedziałek podczas specjalnej konferencji prasowej zorganizowanej w siedzibie NTU. Oczywiście będzie ona transmitowana w Internecie.
Premier Ukrainy Volodymyr Groisman zagwarantował, że Eurowizja na pewno odbędzie się na Ukrainie, a rząd kraju przeznaczy na cele organizacji konkursu 15 milionów euro, bez względu na to, gdzie ostatecznie show trafi. Wielu fanów jest niezadowolonych z tak długiego procesu wyboru miasta-organizatora, zwracając uwagę na to, że Ukraińcy niejako stracili już ponad 2 miesiące, które mogliby przeznaczyć na konkretne przygotowania w danym miejscu, zwłaszcza, że komisja sama przyznała, że żaden kandydat nie ma idealnej oferty dla NTU i EBU.

Mam nadzieje, że będzie to Kijów lub Odessa. Jeśli stolica to tylko centrum wystawiennicze, bo nie chcę ESC w takiej klitce jaką jest Pałac Sportu. A władze Odessy niech zdecydują się zbudować porządny dach na stadionie i będzie OK. Spodziewałem się na początku, że będzie klapa, a Ukraina odda prawo organizacji jakiemuś innemu państwu, a tu taka niespodzianka… 15 milionów euro na organizacje! Nie jest to fortuna w porównaniu z Danią, która nieźle porządziła budżetem (41 milionów euro), ale z drugiej strony Szwecja w 2013 wydała tylko 13 milionów, a tutaj mamy o 2 więcej. No nie powiem. Poczekamy, zobaczymy. Widać, że władze z Kijowa chcą pokazać swój kraj jak z najlepszej strony i wypromować go na arenie międzynarodowej.
PolubieniePolubienie