Eurowizja 2015, Eurowizja dla Dzieci 2014

Fani szukają sensacji, czyli polski „szantaż”

Dziś WirtualneMedia.pl poinformował, że Telewizja Polska jest chętna, by wziąć udział w Eurowizji 2015 (o czym już wcześniej informowałem), ale nadal prowadzi z EBU negocjacje dotyczące obniżenia kosztów związanych z konkursem. Jak nieoficjalnie dowiedział się portal, telewizja chciałaby m.in. zmniejszyć stawkę za transmitowanie Eurowizji, w tym nieobowiązkowego półfinału bo od ceny zależy, czy Polacy będą mogli obejrzeć wszystkie części konkursu na żywo, tak jak to miało miejsce w tym roku. Z informacji portalu wynika, że nadal nie wiadomo, w jaki sposób wybrany zostanie polski reprezentant, ale najbardziej prawdopodobnym wariantem jest wybór wewnętrzny, zastosowany też w 2014, z tym że wybór takowy niekoniecznie opierać się musi na np. konkretnym utworze, który stał się popularny (jak to było z „My Słowianie”), bo ciężko liczyć na to, że akurat teraz trafi się przebój, który w szybkim tempie zdobędzie serca słuchaczy nad Wisłą.

Portal Wiwibloggs dodał informacjom WM nieco dramaturgii i podał, że TVP uzależniła swój udział w Eurowizji 2015 od wyników negocjacji z EBU i jeśli Unia nie obniży stawki za udział i transmisję konkursu, Polska wycofa się z rywalizacji. W ślad za Wiwibloggs podążył szukający sensacji portal Oikotimes.com i w ten sposób do świata zagranicznych fanów konkursu dotarł nieco zniekształcony obraz sytuacji. Wielu komentujących uważa, że Polacy nie powinni narzekać na składkę za udział w ESC, bo wszędzie na świecie trąbi się o złotych latach polskiej gospodarki. Często też pojawiają się opinię, że to nie Polska powinna mieć obniżoną składkę, ale znacznie biedniejsi nadawcy jak np. ukraiński, mołdawski czy gruziński. Niewiele osób wie jednak, że TVP nadal znajduje się w bardzo słabej sytuacji finansowej. Niestety, nadawca polski wciąż nie opublikował jakiegokolwiek komunikatu prasowego ws. swoich planów eurowizyjnych, stąd rodzą się plotki.

Co prawda nie wiemy ile TVP zapłaciła za udział w Eurowizji 2014 i ile musiałaby zapłacić teraz, ale dzięki mediom serbskim wiemy mniej więcej ile musi płacić RTS (i sponsorzy). Przypomnę, że Serbia ma ok. 7,1 mln mieszkańców, a nadawca RTS nie jest wiodącą telewizją w kraju, jednak w rankingach wyników oglądalności i udziału w rynku stawiany jest w pierwszej trójce. Jak dowiedział się „Telegraf”, RTS za uczestnictwo w ESC 2015 musi wpłacić do kasy EBU ok. 60 tys. euro. Dodatkowo należy opłacić wszelkie wydatki delegacji, szacowane na ok. 40 tys. euro. 50 tys. euro ma kosztować organizacja skromnych preselekcji narodowych. Sasa Mirković i Marija Serifović przypominają, że niezwykle ważne w trakcie ESC jest promowanie utworu i kraju oraz lobbing. Wszelkie chwyty marketingowe, materiały promocyjne i nie wiadomo co jeszcze kosztują, wg danych zdobytych przez gazetę, ok. 50 tys. euro. Łącznie daje to kwotę ok. 200 tys. euro. Polska zapłaciłaby zapewne znacznie więcej, bo jest (pod kątem ludności) ponad 5 razy większa od Serbii, a i TVP może się pochwalić wyższym udziałem w rynku niż jej serbski odpowiednik. W Serbii jednak sporą część kosztów pokryją zewnętrzni sponsorzy.

TELEGRAM TELEGRAM

 Opublikowano teledysk do włoskiej piosenki na JESC pt. „Tu primo grande amore” w wykonaniu Vincenza Cantiello. Utwór dostępny TUTAJ.

 Telewizja litewska przyznała, że udział w JESC w przyszłości nadal jest kwestią otwartą, jednak nadawca wciaż ma problemy finansowe, które nie pozwalają mu wrócić do rywalizacji juniorów.

%d blogerów lubi to: