Chórzysta trafia na Eurowizję jako główny reprezentant! Wielki sukces w półfinale i klapa w finale! Skąd tak wielka różnica w ocenach? Imri Ziv ostatnim reprezentantem wybranym przez stację IBA. 

Reprezentant Izraela do Kijowa wybrany został w taki sam sposób jak dwóch poprzednich. Nadawca IBA po raz kolejny nawiązał współpracę z telewizją Keshet i w ten sposób powstała kolejna edycja „HaKokhav HaBa L’Eurovizion”. Show ruszyło na początku stycznia, prowadzącymi byli Rotem Sela i Assi Azar, a w skład jury ponownie wszedł Harel Skaat (ESC 2010). Finał odbył się 13 lutego – w pierwszej rundzie triumfowała Diana Golbi (84%), drugi był Imri Ziv (78%), a Julieta dostała 53%, ale została uratowana przez jury, co doprowadziło do eliminacji Beatbox Element (55%). W superfinale największe poparcie zdobył Imri (74%), pokonując Dianę Golbi (67%) i Julietę (58%).

Imri Ziv urodził się w 1991 roku i ma w sobie korzenie rumuńskie, polskie, austriackie i ukraińskie. Jak przyznaje, od dziecka miał łatwość w nauce języków obcych – świetnie mówi po angielsku, jest też biegły w hiszpańskim, ale korzysta z argentyńskiego akcentu z powodu nauczyciela, który pochodził z Buenos Aires. W 2012 roku wystartował w „The Voice”, a podczas castingu swoje krzesła obróciło dwóch jurorów (w tym Sarit Hadad – ESC 2002). Wokalista odpadł jednak w rundzie pojedynków. W 2015 i 2016 roku był zaangażowany w Eurowizję jako chórzysta dla Nadava Guedja i Hovi’ego Stara. Debiutancki występ w „HaKokhav HaBa L’Eurovizion” spotkał się z uznaniem wszystkich jurorów – Imri zaśpiewał „The Edge of Glory” i zdobył łącznie 93% poparcia. W ćwierćfinale wykonał „Rude Boy” i zebrał 3 pozytywne głosy jurorskie oraz 72% poparcia. W półfinale za „I don’t want to miss a thing” otrzymał aż 95% poparcia oraz pozytywne oceny od całej komisji. W finale najpierw zaśpiewał „Halo”, a później „Because of You”. Nie był faworytem, chociaż był najbardziej znanym (w środowisku fanów ESC) uczestnikiem konkursu.

Piosenka „I feel alive” pojawiła się w sieci 10 marca, wraz z teledyskiem w którym znaleźć można odniesienia do udziałów Imriego w Eurowizji z lat 2015-2016. Utwór napisali Dolev Ram i Penn Hazut. W ramach promocji reprezentant Izraela wystąpił podczas „Israel Caling” w Tel-Awiwie, a także w Amsterdamie i Madrycie. Często wygrywał też plebiscyty na najprzystojniejszego uczestnika konkursu. Czytelnicy Dziennika Eurowizyjnego okrzyknęli go Misterem Eurowizji. Przed losowaniem półfinałów Izrael znalazł się w koszyku państw b. ZSRR i trafił do drugiego półfinału, gdzie dostał ostatnią, osiemnastą pozycję startową – po reprezentacji Estonii.

Dynamiczny występ, z wykorzystaniem ekranów LED okazał się na tyle dobry, że pomimo niezbyt dobrego wokalu Imri zakwalifikował się do finału i to aż z 3. miejsca w grupie! Zebrał aż 207 punktów, czyli 24 mniej od Węgier i 7 więcej niż Holandia. W televotingu uzbierał łącznie 132 punkty (4. miejsce pomiędzy Rumunią a Chorwacją), a w głosowaniu jury 75 punktów (6. miejsce, pomiędzy Danią a Węgrami). Co istotne, w rankingu widzów wszystkie kraje dały mu punkty – najwięcej, czyli 10 od Malty, Bułgarii i Francji. Wśród typowań komisji padła jedna dwunastka dla Izraela – z Francji. Izraelskie jury 12 punktów dało Węgrom, 10 Norwegii, a 8 Austrii, z kolei widzowie 12 przekazali Bułgarii, 10 Rumunii, a 8 Białorusi. Polska, po raz pierwszy od powrotu na ESC, nie startowała z Izraelem w tej samej grupie.

W finale EBU przyznało Izraelowi 1. pozycję startową. Zaraz po Imri’m wystąpiła Polka Kasia Moś. Całkowicie odwrotnie niż w półfinale, Izrael zajął tym razem tylko 23. miejsce zdobywając jedynie 39 punktów – aż 25 mniej niż Polska i 3 więcej od Ukrainy. Oznacza to, że Izrael zajął czwarte miejsce od końca i był najsłabszym półfinalistą w finałowej stawce. Całkowicie nieadekwatny rezultat do tego, który został osiągnięty raptem parę dni wcześniej. W televotingu Imri miał 22. miejsce z 5 punktami (!) – 3 z Francji, po 1 z Azerbejdżanu i Macedonii. Jurorzy dali mu 34 punkty i 21. miejsce (w tym 8 punktów z Bułgarii, 7 z Malty czy 6 z Francji). Izraelska komisja 12 punktów przyznała zwycięskiej Portugalii, 10 miała Szwecja, a 8 Belgia. Widzowie także postawili na Izrael, 10 miała z kolei Bułgaria, a 8 Włochy. Polska nie dostała żadnego punktu.

Głosy w finale przekazał Ofer Nachshon, który wykorzystał ten czas na pożegnanie się z Eurowizją w imieniu stacji IBA, która miała zostać zamknięta zaraz po finale konkursu – 15 maja. Media zagraniczne, w tym także eurowizyjne, błędnie zrozumiały tę wypowiedź jako pożegnanie Izraela z Eurowizją i zwiastowały wycofanie się z tego kraju, co oczywiście się nie stało, bo nowa telewizja IPBC (KAN) zaraz po uruchomieniu aplikowała o aktywny status członka EBU i została dopuszczona do Eurowizji 2018. Konkurs z Kijowa miał najsłabsze wyniki oglądalności w Izraelu od powrotu do finału. Półfinał śledziło 11,7% widzów, a finał 15,5%. Wpływ na słabe wyniki mógł mieć sam Imri, który w kraju nie cieszył się specjalną popularnością. 23. miejsce w finale to drugi najgorszy wynik Izraela, taki sam osiągnięto w 2006 roku (Eddie Butler). Gorzej wypadła jedynie reprezentacja Izraela z 1993 roku. Paradoksalnie 3. miejsce w półfinale to najlepszy rezultat (powtórka z 2015), który przebity zostanie dopiero zwycięstwem w 2018 roku.

Po udziale w Eurowizji Imri Ziv specjalnej kariery nie zrobił. Nie nagrał żadnej nowej piosenki, wystąpił w paru musicalach oraz w programie typu reality-show gdzie mógł pochwalić się swoją tężyzną fizyczną. Pomimo słabego wyniku w finale stacja KAN postanowiła kontynuować format „HaKokhav HaBa L’Eurovizion”. Ku sporym zaskoczeniu wielu widzów, konkurs wygrała Netta Barzilai, a jej triumf nie spotkał się ze zbyt pozytywnym odzewem fanów Eurowizji. Całe szaleństwo na punkcie Izraela rozpoczęło się dopiero w marcu, po „wycieku”, a później oficjalnej premierze piosenki „Toy”, która szybko wdrapała się na szczyt notowań bukmacherskich i pomimo lekkiego spadku popularności w samym sezonie, ostatecznie wygrała Eurowizję w Lizbonie! Tej historii nie trzeba zresztą przypominać. Dziś mija 207 dni od zwycięstwa Netty w preselekcjach, 181 dni od premiery „Toy” i 119 dni od jej triumfu w Lizbonie. Za parę dni poznamy oficjalnego gospodarza Eurowizji 2019 i termin imprezy. Wkrótce też Izrael napisze kolejne karty swojej eurowizyjnej historii, wybierając nowego reprezentanta – ponownie poprzez talent-show. Za każdym razem, gdy Izrael organizował Eurowizję, piosenki z tego kraju lądowały w top5. Jak będzie w 2019 roku?

 

Reklamy