Zwycięstwo Ukrainy, sukces Polski [Komentarz autora]

Za nami emocjonujący finał Eurowizji 2016, a fani i dziennikarze wracają już do swoich krajów. Dla osób pracujących w Centrum Prasowym oraz dla wielu miłośników Eurowizji zaczął się właśnie Nowy Rok i teraz z utęsknieniem czekamy na kolejny maj, by przeżyć to wszystko jeszcze raz, w nowym miejscu, z nowymi wrażeniami i w towarzystwie miłośników show takich jak my. Na Dzienniku Eurowizyjnym już wkrótce rozpocznie się seria artykułów poświęconych analizie głosowań w półfinałach i finale konkursu, przyjrzymy się także statystykom wszystkich startujących państw. Nie zabraknie oczywiście aktualnych wiadomości, będę uważnie przyglądać się przygotowaniom Ukrainy do organizacji Eurowizji 2017. Przypomnę, że konkurs ma zostać zorganizowany w dniach 16-20 maja 2017. Na razie nie wiadomo gdzie to będzie, ale najsensowniejszym rozwiązaniem byłby Kijów, miasto-gospodarz konkursu z 2005 roku.

Jak już pisałem wcześniej, zwycięstwo któregokolwiek z faworytów może być komentowane w kontekście innym niż muzyczny – i tak właśnie się stało. Triumfatorką finału została Jamala z Ukrainy (urodzona w Kirgistanie), która wykonała utwór „1944”. Wokalistka we wspaniałym stylu wygrała preselekcje narodowe organizowane na początku tego roku przez dwóch nadawców telewizyjnych Ukrainy. Przed półfinałem ESC 2016 wzrosły jej szanse na zwycięstwo, gdyż Jamala zachwyciła obserwatorów na próbie. Nie wygrała jednak półfinału, oddając pozycję lidera Australii. Dami Im otrzymała 330 punktów, Jamala 287 punktów. Australia wygrała głosowanie jurorów (zdobywając 188 punktów, o 53 mniej od Ukrainy), z kolei nasi wschodni sąsiedzi wygrali televoting (152 punkty, o 10 więcej od Australii).

Już jakiś czas temu fani spodziewali się, że gust jurorów i widzów może nie być spójny, a zwycięzcą okaże się ktoś trzeci. Typowano, że jury postawi na Ukrainę, Rosja wygra televoting, ale ostatecznie konkurs wygra Australia, która zajmie w dwóch głosowaniach drugie miejsce. Stało się nieco inaczej, ale tok myślenia podobny. Okazało się, że to jamala była tym „trzecim”, bo Australia rozgromiła Europę w głosowaniu jury zdobywając aż 320 punktów czyli o 109 więcej od Ukrainy. Rosja spodziewanie wygrała televoting, zajmując jednak niskie miejsce u jury (piąte). Australia w głosowaniu widzów była czwarta. Ukraina zajęła drugie miejsce zarówno u jury jak i w głosowaniu publiczności, tym samym uzbierała łącznie 534 punkty i wygrała, zostawiając Australię na drugim miejscu (511 punktów) i Rosję na trzecim (491 punktów). Ze względu na sposób podawania punktów, Australia pożegnała się z wygraną wcześniej niż Rosja, w związku z tym Szwedom udało się niejako przenieść konflikt Ukrainy i Rosji na ekrany telewizorów, bo to te dwa kraje najdłużej czekały na swoje wyniki.

Spór Ukrainy i Rosji o Krym ciągnie się już od dłuższego czasu i ma przełożenie na Eurowizję. Rosja od 2013 roku zaczęła się „wybielać” wysyłając piosenki o pokoju, z kolei przedstawiciele Ukrainy głośno mówili o tym, jakie zagrożenie czyha na ich kraj (temat często pojawiał się w 2014 roku), a w 2015 zrezygnowali z udziału w Eurowizji ze względu na sytuację polityczną, która doprowadziła do problemów finansowych. Powrócili w tym roku z utworem „1944” wykonanym przez Tatarkę Krymską urodzoną w Kirgistanie. Utwór jest osobistym wspomnieniem tragicznej historii przodków Jamali, którzy byli deportowani przez władze stalinowskie w 1944. Wybór takiej właśnie piosenki na Eurowizję spotkał się ze sporymi kontrowersjami, a Rosjanie starali się za wszelką cenę doprowadzić do dyskwalifikacji utworu ze względu na jego polityczny charakter. Europejska Unia Nadawców postawiła się jednak po stronie Ukraińców twierdząc, że jest to piosenka „historyczna”, a nie „polityczna”. Nie zostało to jednak zrozumiane przez wielu fanów, którzy do tej pory krytykują Ukrainę za poruszanie tematu krymskiego na ESC, zwłaszcza, że jest to nadal temat aktualny. Chociaż utwór „1944” nie traktuje o współczesnych wydarzeniach i aneksji Krymu przez Rosję, to jednak należy się w nim doszukiwać pewnych odwołań do tego, co dzieje się teraz w tym regionie. Mówią o tym zresztą media, nie tylko polskie.

Jamala odbierając statuetkę apelowała o pokój na świecie. Fani mają nadzieję, że Eurowizja 2017 na Ukrainie nie będzie opierać się na politycznych rozgrywkach i nie będzie przesiąknięta patetycznymi sloganami prezentującymi Ukraińców jako ofiary rosyjskiej agresji. Niestety, w ukraińskim internecie już pojawiają się sugestie, by konkurs zorganizować na terenie Krymu lub w mieście niedaleko półwyspu. Europejska Unia Nadawców zapewne się na to nie zgodzi. Organizatorzy ESC 2017 powinni zająć się też bardzo ważnym problemem pracy jurorów podczas oceny utworów w półfinałach i finale. Tegoroczne głosowanie komisji pokazało wiele niepokojących zachowań, a na bazie rozdania punktowego fani bardzo szybko oskarżyli m.in. Maltę o kupowanie głosów. Skandalem zakończyła się też rosyjska „transmisja” z głosowania jurorów, pokazująca, że praca komisji wygląda całkowicie inaczej, niż prezentuje to EBU, członkowie nie skupiają się na piosenkach i występach, ustalają punkty „na chybił trafił” czy kierując się osobistymi względami. Jak poprawić działanie jury? Może należałoby dodać więcej osób do komisji lokalnych, może trzeba ustalić dokładne zasady oceniania oraz samej pracy (np. kontrolować dostęp do telefonów komórkowych). Zmiany muszą być wprowadzone, ponieważ po wczorajszym finale mnóstwo fanów zaczyna tęsknić za samodzielnym głosowaniem widzów, nie pamiętając jednak, jak krzywdzące (i nudne) były to rozdania.

Rezultat uzyskany przez Michała Szpaka można uznać za sukces, ale w dużej mierze jest to zasługa Polonii rozsianej po całej Europie. Wokalista bardzo poprawnie wykonał utwór „Color of your life” i włożył w ten występ całe swoje serce, niestety nie został doceniony przez jury, prawdopodobnie ze względu na to, że kompozycja jest po prostu staromodna (wielu fanów uważa to za atut, ale widocznie jury było innego zdania), a po tegorocznych rozdaniach widać, że komisje punktują utwory nowoczesne, hitowe czy oryginalne. Polska, tak samo jak i Serbia, postawiły na dobrych wokalistów i klasyczne piosenki – niestety to za mało. Ósme miejsce to spory sukces Polski, jednak pozostaje niedosyt po głosowaniu jury, które umieściło „Color of your life” na przedostatnim miejscu z marnym rezultatem punktowym uzyskanym przy pomocy dość „dziwnych” państw jak Azerbejdżan czy Czarnogóra. Trzecie miejsce Polaka w televotingu pokazuje to, co wiedzieliśmy już w 2014 i 2015 roku – wysyłając przebój („My Słowianie”) czy znaną piosenkarkę (Monikę Kuszyńską) jesteśmy w stanie zdobyć wsparcie Polonii, która np. w latach 2008-2011 nie kwapiła się do głosowania na rodaków, bo ich nie znała (jak i wielu ludzi w samej Polsce). Naszych rodaków jest w Europie mnóstwo i warto to wykorzystać.

Spodziewanie Polska zyskała na zmianie zasad głosowania i zliczania punktów. W latach 2014-2015 byliśmy poszkodowani ze względu na wyciągane średnie z ocen widzów i jurorów, a że naszą „specjalnością” jest ostatnio szczytowanie u widzów i szorowanie dna rankingu jurorskiego, to po uśrednieniu dawało nam to miejsce poza top10, co oznacza, że nie mieliśmy z danego kraju punktów. Teraz liczą się rankingi top10 jury i widzów, więc nawet jeśli zyskamy 12 punktów od widzów i 0 od jury, to po połączeniu tych dwóch członów zawsze jakieś noty nam się trafią i wzbogacą nasze konto. Tegoroczna reprezentacja miała więc sporo szczęścia, dzięki czemu „niedzielni” widzowie Eurowizji (tacy, którzy najczęściej biorą udział w głosowaniu, ale nie interesują się konkursem i nie analizują tego tak jak ja czy czytelnicy Dziennika Eurowizyjnego) mogą cieszyć się z trzeciego najwyższego rezultatu Polski w historii.

Pora jednak postawić sobie bardziej ambitny cel. Od czasu powrotu w 2014 jesteśmy w stanie bez problemu uzyskać awans do finału, więc znalezienie się w czołowej dziesiątce półfinału nie powinno być już naszym głównym zadaniem. Należy wykorzystać siłę Polonii (której bardzo dziękujemy za wsparcie i śledzenie konkursu) i sprzyjający nam format głosowania, by w końcu sięgnąć po Grand Prix, które już drugi raz trafia do naszych wschodnich i biedniejszych sąsiadów. Jak to zrobić? Na pewno warto zachować formułę wysyłania na konkurs wykonawcy bardzo w Polsce znanego lub z ogromnym hitem, bo tylko wtedy Polonia będzie się z nim utożsamiać. To, czego nam brakuje i na czym tracimy, to wysyłane utwory i/lub możliwości wokalne. Oczywiście, możemy mówić, że jury nas specjalnie ignoruje, bo np. wiedzą, że i tak będziemy wysoko w televotingu, ale pomijając wszelkie kontrowersje warto spojrzeć na to, co do tej pory prezentowaliśmy Europie i znaleźć słabe strony. Słowianki mogły być zbyt wulgarne dla jurorów, Monika mogła być zbyt słaba wokalnie i kompozycyjnie, ballada Michała była pełna emocji, ale nie wnosiła nic nowego. Czas, by polscy wykonawcy postawili na kompozytorów i przygotowali utwory takie, które dadzą nam poparcie jurorskie, a wtedy już jesteśmy o krok bliżej do przeniesienia Eurowizji do Krakowa, bo trzy ostatnie lata pokazały nam, że Polonia chce wspierać rodaków.

Najprawdopodobniej w przyszłym roku znów zostaną zorganizowane preselekcje narodowe w Warszawie, a Polacy będą mogli zdecydować, kogo wysłać na Eurowizję. Ogromne zainteresowanie konkursem w kraju na pewno przyciągnie znane nazwiska, więc apelują już teraz, by te znane nazwiska postawiły na równie znanych i utalentowanych kompozytorów, doświadczonych autorów i świetnych tekściarzy. Pojedźmy na Eurowizję z gotowym przepisem na sukces – przygotujmy dobrze naszego reprezentanta do swojej roli (znajomość jęz. angielskiego, obycie w wywiadach, otwartość), nie stresujmy go zbyt wieloma sprawami związanymi z np. samym występem (warto całą prezentację przygotować znacznie wcześniej, by na Ukrainę jechać już z gotowym pomysłem) i bądźmy pewni, że do (np.) Kijowa jedziemy już nie po to, by się tam pokazać, ale po to, by móc z rąk Jamali odebrać Grand Prix i zostać dumnym narodem, który ugości Eurowizję.

Jest to moja osobista refleksja, z którą oczywiście nie trzeba się zgadzać. Do dyskusji zapraszam na grupie Dziennika Eurowizyjnego portalu Facebook. Pragnę podziękować wszystkim czytelnikom, którzy śledzili moje relacje ze Sztokholmu. Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć Wam nieco atmosferę Centrum Prasowego i że będziecie ze mną także za rok 🙂

3 komentarze

  1. Doskonale ujęte, część o przyszłej reprezentacji PL na Eurowizji w 2017 r. najlepiej codziennie wysyłać do TVP 🙂 Dziękujemy za ten wspaniały czas poświęcony nam czytelnikom i do siego roku!

    Polubienie

  2. Polonii dziękujemy za wsparcie. Jednak z tego co czytam nie tylko nasi głosowali na Polskę. Nasz kraj otrzymał rekordowo,bo aż od 35 państw punkty. To napawa optymizmem.

    Zwiększyć liczebność lokalnych jury-tak.
    Myślę,że jury powinno głosować tego samego wieczoru co widzowie. Czas na głosowanie powinien wynosić 10 minut-to starczy.

    Obie noty powinny pojawiać się jednocześnie{np. na przemiennie jeden kraj przeczyta noty jurorskie,a drugi z televotingu},pisałem podobnie w poprzedniej notce. Myślę,że wtedy większość państw usłyszy 8,10 czy 12 . A tak połowa,baaa więcej niż połowa nie usłyszała swojego kraju—- to minus podawania punktacji. Troszkę tego brakuje.

    Co do piosenki Michała Szpaka,ciekawe włoski,serbski,chorwacki,czeski, czy belgijski utwór,to były „nowoczesne” brzmienia. Nie sądzę,a jednak jury jakieś punkty dało.
    Liczyłem,że jurorzy przekażą Polsce minimum 50 punktów,ale minimum. Oczekiwałem więcej.
    Rok temu tenorzy z Włoch mogli liczyć na 6 miejsce od jurorów ,a czy ta piosenka wpisywała się w panujące obecnie trendy.

    Pragnę zauważyć,że muzyka to obszerna dziedzina sztuki. Nie można pisać ,że coś jest staromodne,a coś nowoczesne-takie pojęcia moim zdaniem nie występują. Można inspirować ,czerpać pomysły z poprzednich lat,albo wpisać się obecne muzyczne trendy.

    Michał pokazał klasę,styl , zaangażowanie, wysoką kulturę osobistą,otwartość,grę fair play. I ogromnny talent .

    Apeluję, może warto za rok wspierać naszego reprezentanta od samego początku,nie zależnie, czy to mój,twój ,czy ich faworyt. Europa pokochała utwór z Polski, a myśmy { zdarzało się} uporczywie wmawiali innym ,że to maksymalnie miejsce 15,20, no może 14. Uwierzmy w siebie.
    Eurowizja to zabawa,którą możemy wygrać. Wspaniale,że Polonia nas wspiera. Jednak tym razem nie tylko „nasi” na nas głosowali.

    Michał dziękuje za emocje.

    Polubienie

  3. Nie zgadzam się z tym komentarzem autora. Przynajmniej nie ze wszystkim. A na grupę Facebooka nie wejdę, ponieważ cenię sobie prywatność. Wolę zwykłe komentarze. Zresztą, jeśli pan autor chce, to niech podepnie tutaj właśnie komentowanie z Fejsbuka… po co w ogóle ta możliwość zwykłego komentowania tutaj, skoro i tak prawie nikt tu nie pisze? 🙂

    Po pierwsze, tak, jestem za powrotem głosowania 100% widzów. A to dlatego, że jury okazało się wcale nie lepsze. Niby czemu 5 osób, niby ekspertów, ma decydować aż o 50% wyników? Jak tak, to niech EBU zapomni o moich smsach. Wczorajsze głosowanie pokazało, że wiele komisji ma gdzieś muzykę, a i tak popierają politykę! Nie chodzi mi tutaj tylko o naszego reprezentanta, choć ponownie Polska została skrzywdzona przez jurorów, którzy mieli oceniać przecież także m. in. takie sprawy, jak wokal… Nie bądźmy naiwni, w tym konkursie nadal niestety jest obecna polityka, a Polska nie została doceniona przez jurorów także przez to, że wybrała taki rząd, jaki wybrała. Jurorzy zdawali sobie sprawę, że Polska mogła się stać zagrożeniem dla wymarzonej walki Rosji z Ukrainą o zwycięstwo. Widzieli wsparcie widzów z całej Europy (oraz Australii i Izraela) dla polskiej piosenki, choćby po wyświetleniach na Youtube… Przykro mi, ale właśnie tak to oceniam. Przecież mieli oceniać także kwestie techniczne, a Michał Szpak miał jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy głos tegorocznej Eurowizji! Męski, ale i ogólnie! Że piosenka niby staroświecka? Oh my God, przecież to się w ogóle nie liczy, liczy się jakość samych utworów – zresztą, obecnie jest pewna moda na retro, więc tym bardziej w ogóle nie poruszałbym nawet takiej kwestii!

    Po drugie, przestańcie wreszcie ciągle namawiać tą Polonię do głosowania! Robicie to, a potem jest narzekanie na polityczne głosowanie innych krajów… Przecież to ma być konkurs MUZYCZNY, a nie polityczny! NIE CHCĘ WSPARCIA POLONII ZA SAM FAKT BYCIA PIOSENKI Z NASZEGO KRAJU!!! Przecież tutaj nie o to chodzi w tym konkursie! Chyba, że tak? Jeśli tak, to mam to gdzieś. Jest wiele innej muzyki do słuchania w Internecie i nie tylko, bez tej całej polityki. Oczywiście ESC obejrzę, dla samych (niektórych) piosenek, ale więcej już chyba nie zagłosuję. Po co? I tak jury mogą wszystko zmienić. Nie będę wspierał swoimi pieniędzmi tej całej polityki. I’m sorry.

    Po trzecie, sukces Michała na pewno nie jest tylko rezultatem głosowania Polonii. Wcale nie mamy tych Polaków aż tak dużo w różnych krajach, aby spowodowali aż trzecie miejsce naszego reprezentanta. Najpierw apelujecie do Polonii, a potem się Wam wydaje, że to ona spowodowała dobry wynik… Jakoś do 2011 roku włącznie, tak się nie działo… Proponuję sobie przypomnieć, jak to było. Polonia miała i nadal ma mnóstwo rzeczy do roboty, i często nie ma czasu zajmować się jakąś tam Eurowizją.

    Po czwarte, nie podoba mi się ta cała polityczna otoczka wokół piosenki ukraińskiej (choć sam utwór jest naprawdę świetny). Nie bądźmy naiwni, piosenka na pewno jest związana także z obecnymi wydarzeniami. Nie wprost, ale jednak. I teraz przez cały rok, aż do samej ESC’17 włącznie, ta polityka będzie cały czas tam obecna. To mnie po prostu odrzuca. Przy konkursie ogólnie trzyma mnie jedynie jeszcze to, że co roku jest tych kilka/naście naprawdę świetnych piosenek. Ale im więcej będzie polityki związanej z następną Eurowizją (co zaprzecza zresztą samej idei ESC!), to tym mniej będzie mojej obecności w eurowizyjnym Internecie (tak, wiem, nikogo to nie będzie obchodziło 🙂 , to byłaby po prostu moja reakcja). Im więcej polityki w Waszych artykułach, tym mniej będę je czytał, proste. W razie czego, zawsze zostaje mi główna strona Eurowizji – porządne artykuły, konkretne, szybko się pojawiające (na bieżąco), rzadko polityczne, no i zwykle raczej bez błędów stylistycznych, takich, jak często na stronie OGAE Polska.

    Po piąte – nie szukałbym tylko słabych stron naszych piosenek, ale pomyślałbym szerzej. To jest konkurs, a więc konkurencja jest duża. Niestety, jest na ESC także polityka. Do tego, najzwyczajniej w świecie liczy się także zwykłe szczęście. Spośród załóżmy wielu świetnych utworów któryś na pewno musi osiągnąć złe miejsce. Trzeba wysłać jak najlepszą piosenkę, i tyle. Może kiedyś polityka pozwoli nam wygrać 🙂 . Choć patrząc po tym, jak bardzo politycznym ten konkurs się stał, wcale mi już na tym nie zależy. Po co? Skoro nie chodzi tu już tylko o muzykę i zabawę? Mało to jest muzyki w Internecie, czy w sklepach, czy np. w barach, pozbawionej polityki i geopolityki? Równie dobrze możemy zrezygnować, znowu. A Eurowizję i tak zawsze obejrzę, choćby w Internecie (jak w latach 2012 i 2013), wyłącznie ze względów czysto muzycznych, no i wcale mi już nie zależy na polskim uczestnictwie. Za rok, choćbyśmy wysłali taką Loreen, albo np. samą Madonnę z hiper mega nowoczesnym przebojem, jury i tak nie dadzą nam punktów. Dla Margaret też by nie dali punktów… Zobaczycie za rok, będzie to samo, nawet, jeśli do Kijowa lub Lwowa pojedzie np. Doda, Edyta Górniak, Kayah czy Agnieszka Chylińska z najlepszą piosenką w swojej karierze, wychwalaną także przez bukmacherów… W naszym zasięgu jest co najwyżej miejsce w TOP 10, i to raczej bliżej miejsca 10, i to raczej tylko dzięki widzom (nie tylko Polonii!). Tak, jestem sfrustrowany tym wszystkim. No i co z tego? Mam do tego prawo, żyjemy w demokracji, a poza tym, przecież to nie jest tak bez powodu. Tak to po prostu odczuwam. Sorry.

    Po szóste – przez to wszystko, zaczynam myśleć, że wcale nie byłoby złym pomysłem przekształcenie Eurowizji w Światowizję (lub po prostu wpuszczenie całego świata na Eurowizję, mimo nazwy 🙂 ). Może ta cała polityka trochę by wtedy osłabła… może… a może byłoby jeszcze gorzej? 🙂 . W każdym razie, na pewno wpłynęłoby to pozytywnie na (i tak już całkiem niezły) poziom muzyczny ESC. A przecież to muzyka jest (teoretycznie) tutaj najważniejsza… Także nie mam już nic przeciwko – droga EBU, wpuśćcie sobie już te Chiny na Eurowizję, także USA (może być Justin Timberlake 🙂 ), Indie, Nową Zelandię, Kanadę, kraje arabskie, afrykańskie, azjatyckie, południowoamerykańskie (tu Hiszpania na pewno by zyskała 🙂 )… byłoby na pewno bardzo ciekawie 🙂 . W sumie cały świat miał w różnym momencie dziejów coś tam wspólnego z Europą, choćby poprzez np. kolonizację… Muzyka jest najważniejsza, ale przy okazji – ile kasy by było na ESC! 🙂

    Po siódme – jeszcze muszę pochwalić autora i ekipę za ciekawe relacje 🙂 . Chociaż chyba za rok sobie daruję, nie tylko przez politykę ukraińską, ale także po to, żeby nie psuć sobie niespodzianki czytaniem np. dokładnej relacji z przebiegu próby całych półfinałów czy finału 🙂 . Jeszcze dodam, iż, jak widzę, Autor wymarzył sobie Eurowizję w Krakowie… na pewno byłoby fajnie (miałbym blisko :)), ale to się jeszcze pewnie długo nie stanie, choćby nawet także dlatego, że (jeśli jakimś cudem jednak wygramy – tzn. z jakichś powodów jurorzy nam na to pozwolą) raczej na pewno pierwsza byłaby Warszawa 🙂 . Dobra, to tyle już 🙂 . Pozdrawiam Pana Autora i wszystkich czytających!

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.