Konrad Smuga: „Polscy artyści mają problem z braniem udziału w konkursach” • Trzecia część wywiadu o kulisach polskiej Eurowizji

Pora na kolejną część wywiadu z Konradem Smugą, producentem i reżyserem, który pełni niezwykle ważną rolę w udziałach Polski na Eurowizji w ostatnich latach, zarówno w przypadku konkurs dla dzieci jak i dla dorosłych. O JESC już rozmawialiśmy, pora więc przyjrzeć się tematyce Eurowizji dla starszych.

Przeczytaj poprzednie części wywiadu: CZĘŚĆ 1, CZĘŚĆ 2

Eurowizja Junior 2019 została zrealizowana po mistrzowsku, a wielu fanów zauważyło, że konkurs w wykonaniu TVP wyglądał zupełnie inaczej (lepiej) niż inne produkcje, np. festiwal w Opolu czy Sylwester w Zakopanem, chodzi głównie o pracę kamer, realizację, oprawę graficzną. Czy Pan też widzi tę różnicę? Jeśli tak, z czego ona wynika?

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że konkurs wyglądał lepiej niż koncerty festiwalu w Opolu czy Sylwester Marzeń w Zakopanem. Każdy kto porównuje te imprezy popełnia wielki błąd. Są one zupełnie inne w charakterze i sposobie realizacji i dlatego porównywanie ich nie ma sensu. Tak pokrótce. Festiwal w Opolu to trzydniowa wielka impreza gdzie artyści grają w większości „na żywo”. Taki sposób realizacji dźwięku to wielki wysiłek. Każdy kto miał cokolwiek wspólnego z telewizja to wie. Próby do opolskiego festiwalu trwają cztery dni. Do sześciogodzinnej imprezy sylwestrowej realizowanej w kilkustopniowym mrozie trzy dni. Próby do dwu i półgodzinnego koncertu Junior Eurowizji trwają blisko dwa tygodnie. Podczas takiego czasu można dopracować wszystkie najdrobniejsze szczegóły. Dlatego koncert z Gliwic wyglądał inaczej. Właśnie inaczej, a nie lepiej. Do realizacji JESC 2019 zaprosiłem dokładnie tych samych, najlepszych w Polsce realizatorów, z którymi współpracuję przy festiwalu opolskim czy Sylwestra w Zakopanem. To dzięki pokazaniu filmów z tych imprez EBU zgodziła się powierzyć realizację Eurowizji w Gliwicach wyłącznie polskiej ekipie. Jeszcze raz to podkreślę. JESC 2019 zrealizowała wyłącznie polska ekipa.

Czy prawdą jest, że na realizację JESC 2019 przez TVP duży wpływ miały delegacje innych krajów i osoby z Europejskiej Unii Nadawców?

Poszczególne delegacje miały wpływ na występy swoich artystów. Staraliśmy się spełniać oczekiwania naszych gości, ale Oni bardzo często akceptowali nasze propozycje realizacyjne. Cześć grafiki do występów przyjechała z zagranicy, ale znaczna część była naszą produkcją. Filmy prezentujące Śląsk zrealizowane zostały przez znakomitą, polską ekipę, a według mnie nie odbiegały od tych realizowanych na „dużej” i „małej” Eurowizji.  EBU od początku miała nadzór nad naszą pracą co oczywiste, ale spotykaliśmy się wyłącznie, z akceptacja naszych rozwiązań realizacyjnych, graficznych i scenicznych co wielokrotnie podkreślali Gert Kark i Jon Ola Sand. Po zakończeniu imprezy podziękowania za naszą pracę do Telewizji Polskiej złożył Dyrektor Generalny EBU Noel Curran. Jeszcze raz podkreślę znakomite warunki jakie stworzyła nam Telewizja Polska. Strona techniczna i produkcyjna imprezy były na najwyższym światowym poziomie. Podkreślali to wszyscy. Musimy pamiętać, że eurowizyjny koncert to zadanie zbiorowe. Wszyscy biorący w nim udział wywiązali się z niego znakomicie.

Dlaczego na dorosłej Eurowizji nie udaje nam się odnieść takich sukcesów jak w dziecięcej? Gdzie popełniamy błąd?

To temat bardzo złożony. Trzeba zacząć od poziomu polskiego rynku muzycznego, który niestety nie stoi na najwyższym poziomie. Także popularność samego konkursu w Polsce nie jest na takim poziomie na jakim mogła by być. Trzeba sobie powiedzieć prawdę. Artyści którzy mogliby osiągnąć sukces na Eurowizji niekoniecznie chcą na niej wystąpić. Proszę mi wierzyć, że wielokrotnie prowadziłem z nimi rozmowy na ten temat. Polscy artyści mają problem z braniem udziału w konkursach. Stąd niechęć do udziału w koncercie Premier w Opolu, czy konkursie Eurowizji.

Z dziećmi pracuje się inaczej (łatwiej)?

Systemy głosowania na „dużej” Eurowizji i „małej” są inne, na tej drugiej daje nam większe szanse, ale też młodszych artystów jest łatwiej przekonać do pewnych rozwiązań i może stąd te sukcesy.

Czy koncepcje występów scenicznych Kasi Moś, Gromee i zespołu Tulia były Pana autorskimi pomysłami? Jak wyglądało tworzenie występów scenicznych reprezentantów i czy bardzo różniły się one od wizji wykonawców?

Tak jak powiedziałem wcześniej, wizja występu jest zawsze pracą zbiorową, ale na końcu ja biorę za nią odpowiedzialność. Zawsze spotykamy się i przeprowadzamy „burzę mózgów”. Później staramy się poskładać te pomysły w jeden występ. Ja osobiście jestem zwolennikiem autorskich występów, ale chyba nie jesteśmy jeszcze na to gotowi.

Wielu fanów zauważa braki w występach scenicznych polskich reprezentantów na dorosłej Eurowizji 2017-2019. Mówi się m.in. o stosowaniu dalekich ujęć, pokazywaniu publiczności, lub momentów, które nie są tak ciekawe dla widzów. Najbardziej widoczne to było w występie z 2019 roku, gdy zamiast wokalistek pokazywano ujęcia na scenę i wizualizację. Czy tego typu dalekie ujęcia mają sens przy realizacji występów eurowizyjnych? Czy bardziej liczyć się powinno to by widz widział reprezentanta i jego emocje?

Czasami pokazuje się publiczność żeby ukryć ruch na scenie. Tak było w przypadku Tulii w 2019 roku. Nie przeszkodziło nam to osiągnąć drugiego wyniku w historii półfinałów i najlepszego wśród jurorów. Jest oczywiste, że staramy się dopracować polskie występy tak, by były jak najlepsze i wkładamy w to wiele pracy. Kwestą indywidualnej oceny jest to czy tak jest lepiej, czy inaczej. Rozumiemy, że  „de gustibus non est disputandum” i każdy widz eurowizyjny ma prawo do własnej oceny. Z przyjemnością zawsze się jej poddaję i czytam opinie. Często biorę je pod uwagę. W mojej opinii, nasze występy nie odbiegają aż tak bardzo od innych. Oczywiście zawsze można coś zrobić lepiej, włożyć w występ więcej środków technicznych / pieniędzy /, ale dla mnie zawsze to będzie sprawa drugorzędna. Najważniejsza jest osobowość wykonawcy, piosenka, czystość śpiewania, a na końcu tak zwany performance. Udowodnili to ostatni zwycięzcy Eurowizji: Salvador Sobral, Duncan Laurence. Pamiętamy ich bardzo skromne prezentacje. Po ostatniej pracy z Nettą w Kielcach otrzymaliśmy wielkie podziękowania od niej za realizację występu. Podkreślała jakość i profesjonalizm ekipy. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić pod tym względem. Zajmiemy wysokie miejsce na Eurowizji jeżeli znajdziemy artystę z wielką osobowością jak Edyta Górniak, z fantastyczną piosenką jak „To nie ja” i będą odpowiednie uwarunkowania w Europie.

Wywiad przeprowadził Maciej Błażewicz, fot.: Scena Eurowizji 2018 w Lizbonie (fot. M. Błażewicz)

%d blogerów lubi to: