
Krajowe Eliminacje 2017 zakończyły się zwycięstwem Kasi Moś z utworem „Flashlight” – był to wynik oczekiwany przez większość fanów Eurowizji, zwłaszcza tych, którzy znaleźli się wczoraj na widowni bo poparcie dla wokalistki widać było od samego początku koncertu. Kasia Moś zaśpiewała swój utwór jako szósta w kolejności, zdobyła maksymalne noty od wszystkich jurorów i 2. miejsce w głosowaniu telewidzów. Łącznie uzbierała 19 „dużych” punktów i wygrała preselekcje. Należy przypomnieć, że Kasia Moś po raz trzeci startowała w konkursie – pierwszy raz pojawiła się w 2006 roku (10. miejsce), rok temu wykonała „Addiction” (6. miejsce), a teraz triumf i bilet do Kijowa. Kasia Moś wygrała większość rankingów fanowskich przed preselekcjami – zdobyła m.in. tytuł „Naszego Faworyta” Dziennika Eurowizyjnego oraz 1. miejsce w głosowaniu OGAE Polska. Prowadziła też w wielu głosowaniach zagranicznych. W związku w z tym, że Kasia była faworytką fanów, atmosfera po ogłoszeniu wyników była w studiu zupełnie inna niż rok temu, gdy triumf niespodziewanie odniósł Michał Szpak, którego miłośnicy Eurowizji raczej nie chcieli wysyłać do Sztokholmu. „Nigdy nie doświadczyłam takiego wsparcia. Nigdy tyle osób na raz nie stało przy moim boku. Dziękuję Wam Kochani!” – napisała na swoim Facebooku Kasia Moś. Czy ta euforia po zwycięstwie Kasi Moś będzie równie uzasadniona w maju? Przekonamy się już niebawem!
Drugie miejsce w finale zdobył Rafał Brzozowski – zdecydowany „czarny charakter” konkursu. Skrytykowany za bardzo słaby utwór i za działania w mediach społecznościowych (usuwanie komentarzy, blokowanie fanów na Facebooku). Wokalista otrzymał 8 dużych punktów od jury (w tym po 8 punktów od Alicji Węgorzewskiej i Włodka Pawlika co spotkało się z buczeniem publiczności w studiu). W głosowaniu widzów również zajął 3. miejsce, co było do przewidzenia – był w końcu „największym” nazwiskiem stawki, chociaż jego fanów raczej nie było widać wśród publiczności. Piosenkarz odniósł się do reakcji fanów – „pozostał mi tylko mały niesmak w zachowaniu niektórych osób podczas koncertu i wyników. Szkoda że nie można czasem z szacunkiem dla innych rywalizować” – skomentował na swoim Facebooku.
Tegorocznym odkryciem preselekcji jest zdecydowanie Małgosia Bernatowicz czyli Carmell, która spotkała się z dość kłopotliwą sytuacją, gdy tylko pojawiła się na scenie. Ekipa techniczna zapomniała na czas zabrać instrumenty, które na scenie wykorzystywał Rafał Brzozowski, w związku z tym Carmell musiała się przeciskać pomiędzy fortepianem a perkusją i zapewne nie była pewna, czy w ogóle scena zostanie posprzątana, a przecież wszystko działo się na parę sekund przed jej występem. Na szczęście ekipa ostatecznie pozabierała instrumenty, a „Faces” zostało wykonany tak dobrze, że…otrzymało najwyższą notę od telewidzów, co było ogromną niespodzianką dla wokalistki i jej teamu. W głosowaniu jury „Faces” zebrało 5 dużych punktów (najwyższe noty od Sadowskiej i Dębskiego – po 8 punktów, najmniej dał Pawlik – 2 punkty). „Kochani dziekuje bardzo za Wasze glosy!! 1 miejsce w glosowaniu telewidzow – jestem przeszczesliwa i wzruszona! dziekuje!!!” – napisała na swoim profilu Facebook.
Bardzo dobrze preselekcje zakończyły się dla szwedzkiego teamu Isabell Otrębus-Larsson. „Voiceless” wywalczyło 2. miejsce w głosowaniu jurorów (czterokrotnie przyznano Isabell 9 punktów), a u widzów 5. pozycję, co i tak jest sporym osiągnięciem, zważywszy na to, że wokalistka nie jest w Polsce znana, a i nie promowała się zbytnio w polskich mediach. Zarówno ona jak i Fredrik Kempe, kompozytor piosenki, byli zadowoleni z ostatecznego rezultatu.
Piąte miejsce przypadło zjawiskowej Agacie Nizińskiej, której uroda i głos były idealnym zamknięciem stawki finałowej. Podobnie jak Rafał Brzozowski zdobyła tyle samo punktów od jury jak i od widzów – po 7, co ostatecznie dało jej 14 punktów i miejsce w pierwszej piątce. Najwięcej punktów dał Janowski (9), najmniej Pawlik (3). Zaskoczeniem jest niskie miejsce Lanberry, która przecież wystąpiła z najbardziej popularnym utworem. Zapewne w osiągnięciu lepszego rezultatu przeszkodziło jej fatalne miejsce startowe. Małgorzata uzbierała tylko 3 duże punkty od jury (najwięcej 5 – od Węgorzewskiej, najmniej 1 – od Dębskiego), a i u widzów nie miała aż tak dużego poparcia – jedynie 5 punktów.
Reprezentant Polski z 2010 roku – Martin Fitch – bardzo efektownie otworzył stawkę konkursową i został doceniony przez jurorów – zajmując 5. miejsce (po 7 punktów od Węgorzewskiej i Pawlik). Chociaż w 2010 roku to on wygrał televoting, tym razem w głosowaniu widzów poszło mu bardzo słabo – głosów starczyło jedynie na przedostatnie miejsce. Po zsumowaniu głosów jury i widzów Martin miał tyle samo punktów do Lanberry, ale w przypadku remisu decydowała wyższa nota od widzów.
Porażkę poniosła Paulla – wokalistka jako jedyna zaśpiewała na scenie po polsku, jednak nie przekonała do siebie widzów. W televotingu zajęła 3. miejsce od końca. Trochę lepiej ocenili ją jurorzy, który przyznali 7. miejsce. Ciekawe, czy występ w preselekcjach pomoże Paulli powrócić na scenę. Niestety, bardzo słabo w głosowaniu wypadła niemiecka „idolka” – Aneta Sablik. Chociaż jej występ był bardzo ciekawy i dopracowany, a z dość „średniej” piosenki wokalistce udało się zrobić show, to jednak nie przekonała do siebie ani widzów, ani jurorów. Przedostatnie miejsce w głosowaniu komisji i jedynie 4 duże punkty od widzów to chyba znacznie poniżej oczekiwań Anety, która była wyraźnie zawiedziona rezultatem. Pomimo zajęcia ostatniego miejsca, Olaf Bressa nie czuje się przegranym. Jego „You look good” zajęło 10. miejsce zarówno u widzów jak i jurorów, ale wokalista przyznaje, że „ostatni będą pierwszymi”. Co ciekawe, po zakończeniu konkursu większym zainteresowaniem cieszyły się jego tancerki niż on sam.
Same preselekcje były bardzo dynamiczne i TVP wprowadziła sporo nowości – chociażby energiczne rozpoczęcie (sekwencja świateł i wizualizacji), ciekawa oprawa sceniczna, pozdrowienia od rodziny i przyjaciół dla wykonawcy stojącego na scenie, green room i stanowiska jurorskie. Na duży plus także eurowizyjne materiały – zarówno te archiwalne jak i aktualne. Świetnie wypadła Doda, która zmierzyła się z eurowizyjnymi hitami i później, wraz z Kasią Moś długo odpowiadała na pytania dziennikarzy. Niestety nie obyło się bez wpadek – błąd przy zapowiedzi Martina Fitcha, wspomniane już opóźnienie ekipy technicznej przed występem Carmell czy nieczytelne podawanie głosów jurorów i widzów. Dopiero dokładna analiza przyznawanych not pokazuje, że jeden z jurorów, Robert Janowski, przyznał dwukrotnie notę trzech punktów, a nikomu nie dał noty 1 punktu. Dziwiła też skala – od 1 do 10 – zamiast tej eurowizyjnej, z dwunastoma punktami. Można też było wprowadzić jedną notę zerową, by emocje przy odczytywaniu maksymalnego wyniku były większe. Po zakończeniu transmisji doszło też do niebezpiecznej sytuacji – ponieważ na scenie, na której był Kasia Moś i Doda, zebrało się mnóstwo dziennikarzy, fotoreporterów i fanów, jedna z osób spadła z podwyższenia – interweniować musiała ekipa medyczna.
Krajowe Eliminacje przechodzą do historii, a Kasia Moś będzie naszą nową reprezentantką! Podobnie jak rok temu Dziennik Eurowizyjny będzie szczegółowo informował o poczynaniach naszego przedstawiciela i przygotowaniach do konkursu w maju! Zapraszam na grupę facebookową Dziennika Eurowizyjnego, gdzie znajdziecie tysiące komentarzy na temat wczorajszych selekcji, a także materiały zakulisowe.
fot. Maciej Błażewicz
