Luna powitana w Warszawie. Wzruszający moment na lotnisku
Wzruszającym spotkaniem na lotnisku w Warszawie zakończył się eurowizyjny sezon 2024 dla polskiej ekipy na czele z reprezentantką kraju, Luną. Dziennik Eurowizyjny miał dziś okazję wraz z wokalistką i jej teamem podróżować z Kopenhagi do Polski i relacjonować powitanie na hali przylotów. Na Lunę czekał chór Artos, w którym kiedyś śpiewała, a który żegnał piosenkarkę dwa tygodnie temu, gdy wyruszała na podbój Malmo. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział jak wszystko się potoczy i jak dużo emocji ta Eurowizja będzie kosztować wszystkich, którzy się w nią zaangażowali. Luna była dziś wyraźnie wzruszona niespodzianką i licznym gronem osób, które przyszły ją powitać. Było chóralne wykonanie „The Tower”, kwiaty od czytelników Dziennika Eurowizyjnego, rozdawanie autografów, a dzieci, które licznie pojawiły się na lotnisku otrzymały od Luny małe podarunki – notesiki, naklejki i kartki z wizerunkiem wokalistki. Była też okazja do zrobienia selfie, udzielenia wywiadów, ale przede wszystkim uronienia łzy bo widok wzruszonej Luny i całej ekipy nie pozostawiał nikogo obojętnym. Teraz przyjdzie czas na odpoczynek i zbieranie sił do dalszych projektów, a takowe są w planach i to bliskich. Jak zapowiedziała wokalistka, wkrótce pojawią się nowe utwory oraz album.
Uczestnicy Eurowizji się buntują. Czas na zmiany
Luna była reprezentantką, która niezwykle zżyła się praktycznie ze wszystkimi uczestnikami tegorocznej Eurowizji. Z pewnością pomógł udział w pre-parties, słynna „grupa whatsappowa” uczestników czy to, że większość delegacji nocowała w tym samym miejscu. Nawiązanie bliskich relacji i wspieranie się nawzajem było w tym roku niezwykle cenne, gdyż Eurowizja stała się w tym roku wydarzeniem bardzo obciążającym psychicznie. Prowokacyjny udział telewizji izraelskiej, który upolitycznił konkurs, zaskakująca i szokująca dyskwalifikacja Holandii czy próba cenzury w wolności słowa i przekazu spowodowały, że w gronie uczestników i startujących nadawców w końcu coś pękło i postanowili, że nie będą już milczeć. Głośno o decyzjach EBU mówiło Bambie z Irlandii, a w ślad za osobą reprezentującą Irlandię poszli kolejni, chyba w myśl zasady, że „wszystkich nas nie zdyskwalifikują„. Doprowadziło to do szeregu spekulacji, niepewności, kontrowersji i dyskusji, ale też zmusiło uczestników do kreatywnego oszukania EBU i przemycenia na scenę swoich wartości. Jeden z członków australijskiej ekipy scenicznej pomalował ciało w odpowiedni sposób, Iolanda z Portugalii miała paznokcie w barwach Palestyny, Mustii z Belgii pokazał napis „Peace” na ramieniu, a reprezentanci Francji czy Włoch wygłosili statementy publicznie. Slimane zrobił to podczas III próby generalnej finału gdy słuchało go tysiące widzów, a Angelina udała się ze swoim oświadczeniem do Centrum Prasowego. Dodatkowo na paradzie flag tak ułożyła materiał włoskiej flagi w połączeniu z czarnym strojem, że widz zobaczył kolory Palestyny. Hitem było też Bambie jedzące arbuza w Green Roomie. Do tej pory te małe gesty spotykają się ze ścianą w postaci EBU. Telewizja portugalska zgłosiła, że przez pomalowane paznokcie Iolandy nagranie do utworu „Grito” nie trafiło na kanał YouTube od razu, tak jak inne występu.
Murem za Holandią. Supervisor EBU skompromitowany
Temat Izraela to jedno, ale dodatkowym skandalem było zawieszenie, a później dyskwalifikacja Joosta Kleina z Eurowizji. Sprawa nadal nie jest do końca wyjaśniona, a zdaje się, że osoba oskarżająca Kleina o agresywne działania nie ma na to twardych dowodów. Europejska Unia Nadawców rozpoczęła śledztwo, które później przejęła też szwedzka policja i nie czekając na ustalenie przebiegu zdarzeń postanowiono wyrzucić Holendra z konkursu chociaż wziął udział w półfinale i awansował dalej, a nawet jurorzy finałowi mogli oddawać na niego głosy (zdobył 58 punktów). Nagłe wykluczenie hitu „Europapa” było szokiem na wielu uczestników oraz doprowadziło do napiętej atmosfery za kulisami ostatniej próby generalnej, gdy ekipy z Irlandii czy Wielkiej Brytanii odmówiły wyjścia na scenę żądając wyjaśnień od EBU. Później padły też mocne słowa dotyczące EBU wypowiedziane przez Bambie, a kulminacyjnym momentem było wygwizdanie Martina Osterdahla na oczach milionów widzów podczas finału konkursu. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że Martin po tym jak nie pojawił się na konferencji prasowej zwycięzcy – Nemo, nie odbył tradycyjnego spotkania z delegacjami podczas afterparty. Skompromitowany supervisor EBU nie pojawił się już później publicznie co zostało odebrane jednoznacznie – źle zniósł krytykę i reakcję widzów. Musiał ją zresztą słyszeć kilkukrotnie, bo poza oficjalnym potwierdzeniem zgodności wyników supervisor podawał też punkty od Holandii. Telewizja AVROTROS uznała, że nie chce tego robić w obliczu dyskwalifikacji Joosta Kleina.
Luna chwalona w sieci. Mocny przekaz Polki
Luna, która nie brała udziału w finale, obserwowała temat z boku, ale nie pozostała bierna. W sobotę opublikowała wymowny statement w formie wizualnej – ubrana w czerwoną pelerynę z występu scenicznego pokazała przymocowane do niej zdjęcia uczestników, w tym Joosta Kleina. Wpis na social media ozdobiła flagami wykluczając Izrael, tak samo na pelerynie zabrakło zdjęcia Eden Golan. Statement spotkał się z ogromnym uznaniem społeczności fanów Eurowizji w całej Europie oraz internautów, chociaż pojawiły się oczywiście prowokacyjne komentarze oskarżające Lunę o antysemityzm, co jednak na nikim nie robi już wrażenia. Dyskwalifikacja Holandii była dla Luny niezrozumiała. „Został zdyskwalifikowany z przyczyn, które nie do końca zostały wyjaśnione” – powiedziała w wywiadzie dla TVP Info na lotnisku. „Czysto po ludzku jest mi go szkoda, bo wszyscy przyjechaliśmy tam po swoje marzenia” – dodała. Finał Eurowizji śledziła w hotelu, w gronie wielu innych osób. Nie miała więc okazji usłyszeć prawdziwej reakcji tłumu w Malmo Arena na występ Izraela czy punkty zdobywane przez Eden. Polska reprezentantka jasno wskazuje, że transmisja telewizyjna nie oddała pełnej skali buczenia i gwiadów. Pokazują to dopiero filmy udostępnione w sieci. „Zupełnie inaczej to wyglądało” – mówi podkreślając, że żywa reakcja publiki to słuszny gest. „Zastanawia mnie to jak w ciągu kilku godzin Holandia została zdyskwalifikowana z przyczyn, możliwe niekoniecznie błahych, porównując to do działań Izraela, który wcale nie został zdyskwalifikowany przez tak długi czas” – dodała.
Polacy za Palestyną. Tylko 5 punktów od widzów
O potrzebie naprawy Eurowizji mówiono dziś też w programie informacyjnym „19:30” TVP1. Kontrowersyjny udział Izraela i nagła dyskwalifikacja Holandii przelały czarę goryczy, a delegacje i artyści w końcu zaczęli głośno mówić o tym, jak konkurs wygląda od środka. Fani doszukują się tu wielu symboli – zwycięstwo piosenki „The Code” ze Szwajcarii, kraju, który pierwszy organizował Eurowizję (w 1956) i teraz znów przejmie show, możliwe by konkurs zmienił się w miejscu, gdzie powstał. Wykorzystywane przez rzeczników podających punkty hasło „broke the code” może również symbolizować przełamanie ściany milczenia i przebijania murów budowanych przez Europejską Unią Nadawców, a zbita przez Nemo statuetka (nie było to umyślne, statuetki już wcześniej często się psuły) pokazuje stan w jakim aktualnie znajduje się konkurs pod kontrolą Szweda, Martina Osterdahla. Co ciekawe, wczoraj doszło do głosowania ONZ nad przyznaniem członkostwa dla Palestyny. Polska podjęła przełomową (jak mówią media) decyzję i poparła rezolucję. Przeciw były m.in. Izrael czy Czechy. Polscy telewidzowie znaleźli się w gronie tych narodów, które najmniej głosów przekazali piosence „Hurricane” z Izraela. W finale Eden otrzymała od nas jedynie 5 punktów, co jest niczym w zalewie dwunastek od krajów zachodniej Europy i reszty świata. Komisja TVP sklasyfikowała kontrowersyjny utwór na 19. miejscu, bez szans na punkty.

Padł mit diaspory. Jak głosowaliśmy na Eurowizji?
Piosenka „The Tower” Luny zakończyła rywalizację w Malmo na 12. miejscu w półfinale. Najwięcej punktów dały nam Islandia (8), Irlandia (7) czy Wielka Brytania (6). Mniejsze noty pochodziły z Litwy (4), Szwecji i Ukrainy (po 3), Niemiec (2) i Australii oraz Słowenii (po 1). Nie ma co ukrywać, że duży procent punktów pochodzi z krajów, na które w tej kwestii liczyliśmy, szacując jak mocno wesprze nas diaspora. Statystyki jednak nas zwiodły, bo bazując na wynikach televotingu od 2014 roku liczyliśmy na co najmniej 62 punkty, dostaliśmy ich o prawie połowę mniej. Sześć punktów z UK to najniższa ocena, jaką widzowie z tego kraju dali polskiej piosence eurowizyjnej w badanym okresie. Ukraina dała nam 3x mniej punktów niż wskazywała na to średnia, z kolei Niemcy obniżyły swoją notę względem średniej aż czterokrotnie. Jedynie Islandia przyznała nam więcej punktów, niż wskazywały statystyki. Polska widownia w półfinale 12 punktów przekazała Ukrainie, 10 Chorwacji, a 8 Irlandii, z kolei w finale najwyższe noty trafiły do Ukrainy, Chorwacji i zwycięskiej Szwajcarii. Top3 jurorów to Szwajcaria, Ukraina i Chorwacja. W typowaniu komisji najniżej oceniono Estonię, z kolei widzom najmniej spodobała się Portugalia. Holandia znalazła się w top10 głosowania polskiego jury – miałaby od nas 1 punkt.
źródło: relacja Dziennika Eurowizyjnego z lotniska w Warszawie; TVP Info, Eurovision.tv, relacja z Centrum Prasowego, Instagram, Twitter, X, statystyki własne, fot.: Luna udziela wywiadu telewizji holenderskiej zaraz po ogłoszeniu dyskwalifikacji Joosta Kleina, sobota 11 maja, Malmo (M. Błażewicz 2024)
