Uwaga! Zdaję sobie sprawę, że ten artykuł jest kontrowersyjny. Jest on jednak wyrażeniem mojej osobistej opinii na temat niektórych państw, a jak wiemy, co człowiek to inne zdanie – autorką felietonu jest Klaudia Tobiasz
Każdy fan Eurowizji doskonale wie, że wyróżnianie się to klucz do sukcesu na konkursie. Można to robić na wiele sposobów – a to dobrym wokalem, ciekawym stagingiem, czy po prostu jakościowym utworem, który zapadnie nam w pamięć. Przez lata obserwacji poczynań różnych państw, mogliśmy sobie już wyrobić pewną opinię na temat chyba każdego z nich i często wiemy mniej więcej, czego się możemy spodziewać. Niestety, na Eurowizji jest grupa co najmniej kilku państw, które niemal co roku idą utartym szlakiem nijakości i które albo nie pokazują czegoś bardzo ciekawego, albo nie jest to na tyle dobre, by odnieść sukces. Zestawimy je później z ich przeciwieństwem, czyli państwami, które co roku prezentują jakość i odnoszą z tego tytułu sukcesy. Niektóre wybory mogą być dla Was kontrowersyjne, ale po raz kolejny zasłaniam się tutaj swoją własną opinią.
Niemcy – kraj niezasługujący na BIG 5? 🇩🇪
Niemcy to jak wiadomo kraj, który nie musi przechodzić przez półfinały i wygodnie przygotowuje występ już na sobotni finał. Szkoda, bo niestety często zabiera miejsce państwu, które bardziej zasługiwało na ponowne zaprezentowanie się. Poza wyjątkiem z 2023 roku czyli zespołem Lord of the lost, który naprawdę w mojej opinii się wyróżnił i niesłusznie skończył ostatni, to Niemcy nie pokazują na Eurowizji absolutnie nic. Co roku wysyłają ten sam nieciekawy, popowy utwór, który często kończy z zerem na koncie. Istnieje pewna teoria spiskowa, która głosi, że inni Europejczycy nie lubią Niemców (zapewne za wpływy w Unii jak i na samym kontynencie) i dlatego na nich nie głosują. Ale gdy w 2010 roku wygrywała Lena Meyer-Landrut z utworem „Satellite”, to czy wtedy zwracano uwagę na jej narodowość? Moim zdaniem argument ten jest nietrafiony i stanowi tylko wymówkę dla faktu, że Niemcom w Eurowizję inwestować się nie chce. Kraj ten miał dużą szansę się wyróżnić w tym roku, gdyby wysłał wokalistę o pseudonimie Ryk (który stał się faworytem fanów w niemieckich selekcjach). Niestety, z szansy tej nie skorzystano i moim zdaniem nie ma co liczyć, że tegoroczny reprezentant, Isaak z utworem „Always on the run” poprawi sytuację Niemców.
Przeciętność w wydaniu Malty 🇲🇹
Malta to prawdziwa sinusoida, jeśli chodzi o wyniki na Eurowizji, bowiem sukcesy przeplata porażkami. Coś się z tym państwem jednak stało niedobrego, bo ostatnie miejsce w top 10, to rok 2021, które dla tej wyspy osiągnęła Destiny z „Je me casse”. Od 2022 roku mam wrażenie, że Malta zwyczajnie się pogubiła. Nie liczy się już w stawce i nie potrafi awansować. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że obecny system półfinałów, gdzie mamy tylko televoting, bardzo nie sprzyja nie posiadającej diaspory Malcie, ale kraj ten totalnie nie potrafi już się wyróżnić. Wprawdzie „I am what I am” od Emmy Muscat z Turynu, czy „Dance (Our Own Party)” od chłopaków z The Busker nie były propozycjami tragicznymi, ale umówmy się, mało kto brał je na poważnie. I tak samo mało kto obecnie bierze też na poważnie Maltę na Eurowizji. Bo choć osobiście lubię tegoroczne „Loop” od Sarah Bonnici (fot.), tak ciężko zakładać, że Malta przełamie złą passę i tym razem awansuje. Utwór jest trochę płaską radiówką i sukcesu wróżyć nie należy.
Danio, dokąd zmierzasz? 🇩🇰
Dania – państwo które od dawna już zanurzyło się w odmętach przeciętności i nijakości, ale jak tu być dobrym, jeśli poziom preselekcji woła o pomstę do nieba. I nawet popularna Aura Dione, która ma na koncie światowe hity zaprezentowała w tym roku zwykły paździerz. W mojej opinii, ostatni raz Dania była ciekawa, w (o ironio) 2020 roku, kiedy do Rotterdamu chciała wysłać duet Ben & Tan z „Say Yes”. Chciała, bo jak wiadomo Eurowizja się wtedy nie odbyła. Z jakiegoś niejasnego powodu, duetowi nie dano szansy rok później, znów zorganizowano preselekcje w których wygrał mocno kiczowaty zespół Fyr Og Flamme. Skończyło się to oczywistą porażką. Zresztą, nawet jak ostatnim razem Dania awansowała, a miało to miejsce w 2019 roku, również w opinii wielu osób było to niesłuszne. „Love is forever” z którym Leonora wystąpiła w Tel-Awiwie było po prostu słabe i śmiało można by zakwalifikować ten utwór do listy z cyklu „Jak oni się znaleźli w finale”. W polskiej społeczności eurowizyjnej powstało nawet stwierdzenie „Dunko oddaj finał”, pokazujące rozgoryczenie fanów, którzy twierdzili, że Dania zabrała miejsce w finale lepszym piosenkom. I tak ta karuzela nijakości w wykonaniu Danii kręci się już od kilku lat, ale jest nadzieja – w tym roku to nordyckie państwo wysyła wokalistkę Saba z utworem „Sand”. Nie jest to może odkrywczy utwór, ale na pewno lepszy niż ostatnie duńskie występy. No i najważniejsze, jest typowany przez fanów do finału, a to w przypadku Danii już wiele.
Wiecznie opłakiwana Łotwa 🇱🇻
Pisząc ten felieton już wiem, że ten fragment będzie dla wielu najbardziej kontrowersyjny. Łotwa ma wielu fanów, jednak nie jestem pewna, czy chodzi o jej utwory, czy o sam fakt, że nie awansowała od 2016 roku i ludzie są po prostu tego awansu „głodni”. Łotwa może nie jest najbardziej nijakim państwem na Eurowizji, natomiast w mojej opinii jest w środowisku fanów po prostu przeceniana i nie zawsze jej ten awans się należał. Rok 2017 czyli występ zespołu Triana Park, który piosenkę miał całkiem w porządku, jednak występ był chyba nie do końca zrozumiały dla widzów. W 2018 Laura Rizzotto z utworem żywcem wyjętym z „50 twarzy Greya” nie wyróżniła się zbytnio w Lizbonie (znacznie lepszy występ miała w preselekcjach łotewskich). O 2019 roku lepiej nie pamiętać, bo zespół Carousel od początku spisywany był na straty. 2020 rok i wreszcie moim zdaniem porządna Łotwa, czyli Samanta Tina ze „Still Breathing”. Szkoda, że ta piosenka nie miała okazji wybrzmeć w Rotterdamie. Rok później artystka nie zbliżyła się poziomem do wcześniejszej piosenki, a agresywne, przekrzyczane i okraszone dziwacznym stagingiem „Moon is rising”, nie miało szans na finał. Rok 2022 czyli zespół Citi Zeni także moim zdaniem słusznie pozostał w półfinale. No i tym sposobem dochodzimy do chyba najbardziej opłakiwanego przez fanów występu Łotwy, czyli „Aija„ od Sudden Lights. Piosenka naprawdę była niezła, ale no właśnie – tylko niezła. Łotyszom nie pomógł też stosunkowo trudny do przejścia półfinał i w ten sposób znów się nie udało. Nie zrozumcie mnie, drodzy czytelnicy, źle – naprawdę życzę Łotwie dobrze i chciałabym, żeby w końcu otrzymali upragniony awans. Ale może niech Łotwa w końcu wyśle utwór, które stanie się do tego awansu pewniakiem i nikt nie będzie miał żadnych wątpliwości. Patrząc po notowaniach tegorocznego reprezentanta Donsa, ciężko liczyć na cud. A szkoda, bo „Hollow” jest naprawdę warte tego awansu.
Polska – subiektywnie najbardziej przeźroczyste państwo na Eurowizji 🇵🇱
Niestety, ale tego kraju nie mogło tutaj zabraknąć i myślę, że wszyscy czytelnicy także się go spodziewali. Polska (na własne życzenie) nie pokazuje na Eurowizji niczego ciekawego. A w ostatnich latach naprawdę było czym się wyróżnić, co powoduje jeszcze większe rozgoryczenie. Jak poprzednio wymienione państwa typu Dania czy Malta średnio mają z czego wybierać, tak Polska zarówno w 2023 jak i w 2024 roku naprawdę nie mogła na to narzekać. A i tak w ciągu ostatnich lat postawiono na nijakie, miałkie piosenki, które nie mają niczego, czego można byłoby się chwycić. Ani zachwycającego wokalu ani specjalnej charyzmy no i oczywiście główny zarzut, czyli brak dobrej piosenki. No chyba, że bycie memem jak w przypadku Bejby i karykaturalny staging do „Solo” z milionem nakładek z którego śmiali się wszyscy w Europie jest dla kogoś wyróżnieniem pozytywnym. Można nie lubić „Gladiatora” od Janna, czy „Witch-er Tarohoro” Justyny Steczkowskiej, ale jedno jest pewne – obok tych utworów nie dało się przejść obojętnie. A to w tym konkursie jest najważniejsze. Polska nie jest supermocarnym państwem na Eurowizji i naprawdę nie miała nic do stracenia wysyłając na konkurs tego typu piosenki. Zamiast tego, nasz nadawca woli wysyłać bezpieczne utwory, które przechodzą niezauważone. W chwili powstawania tego felietonu rzecz jasna nie znamy wyników z Malmö i nie wiadomo, jak poradziła sobie Luna. Być może uda jej się awansować i osiągnąć przyzwoite miejsce. Ale czy wysyłanie przyjemnych radiówek typu „Solo” lub „The Tower” i tym sposobem nie interesując nikogo na poważnie to jest naprawdę to, czego chcemy?
Jakość po serbsku 🇷🇸
Przechodzimy już do tej przyjemniejszej części, czyli pokazania dla kontrastu tych państw, które rzeczywiście mniej lub bardziej na Eurowizji się wyróżniają i którym chce się w ten konkurs inwestować i pokazywać z jak najlepszej strony. Pierwszym z nich jest Serbia. To państwo radzi sobie na Eurowizji bardzo dobrze, o czym świadczy fakt, że odkąd ogłosili niepodległość, to nie awansowali do finału tylko trzy razy. Ma na swoim koncie wiele ikonicznych piosenek typu „Molitva”, „Oro” czy „In corpore sano”. To, co urzeka mnie w Serbii to niezwykły profesjonalizm, jaki pokazują. Serbska telewizja RTS bardzo przykłada się, by ich preselekcje były przemyślane, a o profesjonalizmie świadczy fakt, że duże serbskie gwiazdy chcą w nich rywalizować. Dla tych artystów reprezentowanie swojego państwa jest po prostu zaszczytem, więc startują oni z utworami, które na Eurowizji będą mieć jakieś szanse. Na samym konkursie Serbia (zwłaszcza w ostatnich latach) dała mi naprawdę dużo radości. Od energetycznego „Loco loco” z dziewczynami z Hurricane, przez klaskanie z Konstraktą, wejście w świat gier i postapokaliptycznego klimatu z Luke Blackiem aż po poruszenie przy tegorocznej „Ramondzie” Teyi Dory. Każdy z tych utworów jest jakiś i w mojej opinii każdy prezentuje jakość. Tak jak Serbia na Eurowizji właśnie, co czyni ją jednym z eurowizyjnych mocarstw.
Zachwycająca Szwajcaria 🇨🇭
Czas na państwo, które ma długą tradycję uczestnictwa w konkursie, czyli Szwajcarię. W przeciwieństwie do Serbii, Szwajcaria zaliczyła mnóstwo porażek – w poprzedniej dekadzie częściej nie awansowała, niż awansowała. W 2019 roku kraj ten przeszedł jednak odrodzenie. Stało się to z pomocą wokalisty Luki Hanniego, który z przebojowym utworem „She Got Me”, zajął czwarte miejsce. Później było już tylko lepiej, kiedy w 2020 roku na kolejnego reprezentanta Helwetów wybrano Gjon’s Tearsa o szwajcarsko-albańskim pochodzeniu. Jego poruszająca ballada „Repondez-Moi” była faworytem do zwycięstwa w Rotterdamie, ale plany pokrzyżowała pandemia i odwołanie konkursu. Gjon został wybrany na kolejny rok i tym razem zaprezentował utwór „Tout l’Univers”, ponownie stając się jednym z kandydatów do wygranej. Ostatecznie artysta zajął trzecie miejsce. Kolejne szwajcarskie utwory, czyli „Boys do Cry” czy stworzone przez Polaka Mikołaja Trybulca „Watergun”, może nie były aż tak spektakularne, ale na tyle dobre, by awansować do finału. W tym roku Szwajcaria kolejny raz pojawia się w roli jednego z faworytów, a to za sprawą utworu „The Code”, który jest fascynującą mieszanką różnych stylów muzycznych. Czy Nemo uda się wreszcie zapewnić Szwajcarom zwycięstwo? Nie pogniewałabym się, bo cytując klasyka – Szwajcarii zwycięstwo się po prostu należy!
Litewski misz-masz 🇱🇹
Być może obecność Litwy w tym zestawieniu może być dla niektórych zaskoczeniem, ale uważam, że naprawdę na to zasługuje. Od kilku lat Litwa po prostu zachwyca – jej piosenki są ciekawe, często nietuzinkowe i po prostu dobre. To bałtyckie państwo swoją dobrą passę zaczęło od roku 2020, kiedy selekcje litewskie wygrał znany zespół The Roop. Z energetycznym „On Fire”, stali się jednym z faworytów do zwycięstwa w Rotterdamie. Po odwołanym konkursie, litewski nadawca znów oglosił start selekcji, zespół zgłosił się ponownie i przebojem je wygrał. Może z nowym utworem „Discoteque” nie było już aż tak spektakularnie, ale nadal bardzo dobrze, co poskutkowało miejscem w top 10. Rok 2022 to Monika Liu z eterycznym utworem „Sentimentai”. Wokalistka, choć samotna na scenie, czarowała swoją niezwykłą charyzmą. Utwór w całości był w języku litewskim, co dodawało mu mistyczności. Skutkowało to kolejnym dobrym wynikiem dla Litwy. Zeszłoroczne „Stay” od (kolejnej już) Moniki, czyli Moniki Linkytè było piosenką solidną, a dodanie zwrotu „Čiūto tūto”, jeszcze bardziej go podbiło. No i tym sposobem dochodzimy do tegorocznej litewskiej propozycji, czyli Silvester Belt z „Luktelk”. Kolejny raz Litwa sięga po język narodowy – utwór jest mocny, energetyczny i nie da się przy nim nie tupnąć nóżką. Ogólnie mówiąc, to co robi na Eurowizji Litwa jest przykładem dla wielu innych państw. Nie boi się oryginalności, ryzykowania i co chyba najważniejsze – swojego języka. Dodatkowo wszystkie wymienione tu utwory bardzo różnią się od siebie, więc tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czego się po tym kraju spodziewać. A to czyni Litwę bardzo ciekawym państwem na konkursie. Fakt, że znów znajduje się w gronie wysoko notowanych państw potwierdza, że Litwa zbudowała sobie stabilną, silną pozycję. Osobiście mocno trzymam kciuki za tegorocznego reprezentanta i życzę jak najwyższego miejsca!
Włochy – najlepszy kraj big 5 🇮🇹
Muzyka włoska od lat zachwyca w Europie i nie inaczej jest na Eurowizji. Oczywiście, możemy się kłócić, czy to państwo nie jest czasem lekko przeceniane i za samą nazwę dostaje więcej punktów, ale umówmy się – Włosi nigdy nie wysyłają na konkurs czegoś, czego wysłanie jest po prostu wstydem. Nieważne czy jest to klasyczna włoska ballada w stylu zeszłorocznego „Due Vite”, czy taneczna i nieco latynoska „La noia” od startującej w tym roku Angeliny Mango. Dzieje się tak z prostej przyczyny – niemal corocznie wysoki poziom festiwalu Sanremo i niezwykła skrupulatność w wyborze tego najlepszego utworu, po prostu nie pozwala Włochom wybrać na Eurowizję tak zwanego szrota. O wysokim poziomie, zwłaszcza tegorocznego festiwalu świadczy fakt, że niezależnie od tego, czy zamiast Mango na Eurowizję pojechałaby Annalisa, Mahmood, Ghali czy nawet The Kolors, wszyscy oni uzyskaliby przyzwoite miejsce, a Włochy wybierając te piosenki mogłyby obsadzić sobie kolejne lata. Nie trzeba być tak zwanym Sanremowcem, by Włochy doceniać. Za tą jakość i niezwykły włoski klimat, Sanremo rokrocznie przycząga przed telewizory rzeszę fanów. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Włosi nigdy nie zastanawiają się, czy ich piosenka spodoba się Europie. Oni po prostu wybierają coś, co w ich opinii jest najlepsze w stawce. A sama Eurowizja pięknie Włochom za te starania się odpłaca, doceniając ich utwory.
Ukraina – eurowizyjna potęga 🇺🇦
Obecności Ukrainy na tej liście chyba nie trzeba nikomu wyjaśniać. Ukraina to na Eurowizji już marka, a fakt, że to państwo nigdy nie odpadło w półfinale tylko to potwierdza. Nie same sukcesy jednak sprawiają, że nasz wschodni sąsiad jest tak dobry. Moim skromnym zdaniem, nikt tak jak Ukraina nie potrafi w nowoczesny sposób ukazać pełni swojej kultury. Dla mnie najlepszym na to dowodem jest rewelacyjny utwór „Shum” zespołu Go_A, które łączy tradycyjne ukraińskie folkowe elementy z nowoczesnym brzmieniem. Ostatnie lata na Eurowizji (a zwłaszcza 2021 rok) pokazują, że ludzie czasem mają już dość tych oklepanych, popowych utworów po angielsku i chętniej głosują na coś, co jest inne i się wyróżnia. Beneficjentem tego była wtedy właśnie Ukraina. Kraj ten lubi też trochę eksperymentować, czego dowodem jest tegoroczna propozycja „Teresa & Maria” – połączenie popu z rapem. Ukraina to przypadek trochę podobny do Włoch – może nie zawsze zasługuje na te najwyższe miejsca (jej wygrana w 2022 jest dla mnie wciąż pomyłką), ale za to prawie zawsze zasługuje na top 10. Nie bawi się w naśladownictwo trendów, a Eurowizję traktuje jak platformę do pokazania siebie w jak najlepszym świetle. I zawsze się mniej lub bardziej się wyróżnia, a o to w tym wszystkim chodzi.
Autorką artykułu jest Klaudia Tobiasz, fot.: Times of Malta
