Eurowizja 2024: Tak to się robi w Serbii. Kulisy preselekcji PzE24. Terminarz, miejsce organizacji, prowadzący, koszt, kulisy 🇷🇸

Eurowizyjny podcast stacji RTS

156 dni pozostało do finału Eurowizji 2024, a kolejni nadawcy odkrywają swoje plany i działania związane z wyborem reprezentanta. W podcaście telewizji RTS „Eurowizyjne opowieści” Ivana Simonovića gościła Olivera Kovačević, która w serbskiej telewizji ma już wieloletnie doświadczenie związane z konkursem. Już na wstępie przyznała, że wybór wewnętrzny, który Serbia stosowała przed niektórymi konkursami był wyborem niezwykle trudnym bo ciężko jest samodzielnie znaleźć idealną piosenkę i adekwatnego wykonawcę. Przyznała też, że przejmowanie tej odpowiedzialności przez RTS nie jest komfortowe, stąd postanowiono by o wyborze decydowało jury oraz obywatele Serbii. Jest to też odpowiedź na krytykę, która spadała na nadawcę, gdy reprezentanta wskazywano za zamkniętymi drzwiami. Preselekcje „Pesma za Evroviziju” jest według niej odpowiednim jakościowo show dla widzów RTS, a nadawca stara się, by konkurs dosięgał europejskiego poziomu. PzE nadal realizowane będzie przy współpracy ze SkyProduction, które RTS-owi dostarcza scenę do studia. „My jesteśmy telewizją, mamy scenografię, nie mamy sceny” – tłumaczy podkreślając, że działania stacji są nastawione też na zadowolenie fanów Eurowizji.

Rekord zgłoszeń! Kiedy lista utworów i ich publikacja?

Przy procesie zgłoszeniowym RTS dał wykonawcom i kompozytorom mnóstwo czasu na przygotowanie piosenek i dało to spodziewane rezultaty – rekord zgłoszeń! Jest ich około 235, czyli 50 więcej niż rok temu. „Zainteresowanie rośnie z roku na rok. Mogę zdradzić, że zgłosili się i tacy co wysłali amatorskie nagrania jak i najwięksi profesjonaliści, znane nazwiska, młodzi, tacy z długo trwającą już karierą. Nie mogę powiedzieć kto się zgłosił, ale przesłuchaliśmy już kompozycje” – informuje Olivera. Dopiero 11 lub 12 grudnia komisja zwołana przez RTS zasiądzie do prac i wystawiania ocen propozycjom. W jury zasiądzie od 20 do 30 osób, w tym także fani Eurowizji. Każda propozycja otrzyma swoją ocenę, a następnie Olivera wszystkie głosy zliczy i utwory z najlepszymi ocenami przejdą do półfinałów. RTS zakłada, że rundy półfinałowe będą mieć łącznie od 30 do 36 piosenek. Zależy od jakości utworów” – dodaje i zaznacza, że chociaż produkcja zawsze woli mieć tych piosenek i występów nieco mniej, działania stacji mają być fair i jeśli dojdzie do sytuacji remisowej na granicy awansu, najpewniej do telewizyjnej rundy przejdą wszystkie takie utwory. Celem nadawcy jest ogłoszenie listy zakwalifikowanych przed końcem tego roku, a piosenki opublikowane będą w styczniu (audio-zapis na YouTube). W przyszłym miesiącu już zaczną się przygotowania w studiu, z kolei cały luty będzie poświęcony na próby występów – te najbardziej intensywne (dźwięk, światła, kamery, wizualizacje) trwać będą aż dwa tygodnie.

PzE jak Eurowizja, ale na razie bez widzów

Dlaczego selekcje odbywają się w studiu, a nie np. w obiekcie Sava Center, gdzie można wpuścić widownię? Olivera przyznaje, że w warunkach halowych pracuje się ciężej bo nadawca ma mniej czasu na przygotowania, a wynajęcie obiektu na miesiąc jest zbyt kosztowne. „Nie mamy takiego budżetu by się poszerzyć w tę stronę. Wszystko wyglądałoby na mniej wyćwiczone, mniej wypróbowane i mniej atrakcyjne. Pojawienie się tam publiczności nie jest dla nas priorytetem, bo widzowie wolą selekcje oglądać przed telewizorami” – twierdzi. Nie wyklucza jednak, że w przyszłości może dojść do przeniesienia preselekcji do zewnętrznego obiektu, takiego jak EXPO Centar czy Belgradzka Arena (ESC 2008). „Wyobraź sobie, że zajmujemy arenę na 20 dni i nie ma tam żadnych meczy. Od razu by ktoś przyszedł i powiedział – wynoście się, bo Partizan chce grać” – żartuje. Studio RTS jest na ten moment najlepszym i najbardziej komfortowym rozwiązaniem, a i wykonawcy są z tych warunków bardzo zadowoleni bo można im poświęcić jak najwięcej uwagi. Kovačević zapewnia, że PzE ma standardy dużej Eurowizji – każdy uczestnik otrzymuje odpowiednie wyposażenie dotyczące próby dźwiękowej, czas na próby sceniczne, możliwości wykorzystania ekranów pod wizualizacje, a nawet opcję obejrzenia i skorygowania nagranej próby w Viewing Room-ie – dokładnie jak na międzynarodowym konkursie.

Prowadzący pozostają na stanowiskach. Czy wróci Milan Marić?

Mimo braku publiczności w studiu PzE ma atmosferę wielkiego festiwalu, chociażby z uwagi na przygotowaną przestrzeń, w której fani mogą śledzić konkurs na wielkim ekranie, w sąsiedztwie garderób artystów, którzy chętnie do nich przychodzą. Są tam też dziennikarze, wymiana informacji, wiele ciekawych rozmów. „To takie festiwalowe dni w RTS” – zapewnia. Dziennik Eurowizyjny już w 2019-2020 i 2023 roku miał okazję śledzić preselekcje wprost ze studia RTS w Belgradzie. Telewizja serbska co roku zaprasza portal i oferuje akredytację prasową, z czego DE w 2024 planuje ponownie skorzystać. Preselekcje narodowe w 2024 odbędą się w dniach 27 i 29 lutego (dwa półfinały) oraz 2 marca (finał). Możliwe, że daty półfinałów zostaną nieco zmienione z uwagi na mecze piłkarskie. Olivera potwierdziła, że do 10 marca nadawcy uczestniczący w Eurowizji 2024 powinni dostarczyć do SVT i EBU wybrane utwory i informacje o reprezentantach. Już teraz RTS ma gotową identyfikację wizualną PzE24, projekt sceny, nowy design graficzny (w tym okładki na YouTube), pocztówki. „Myślę, że zrobiliśmy spory krok” – twierdzi. Prowadzący PzE nie ulegną zmianie – znów na scenie powitają nas Dragana Kosjerina, Kristina Radenković i Stefan Popović, a najpewniej dołączy do nich ponownie aktor Milan Marić, który świetnie sprawdził się w tej roli w marcu. Olivera cieszy się, że widzowie serbscy i zagraniczni zauważyli świetną atmosferę panującą w preselekcyjnym Green Roomie, gdzie w trakcie półfinałów i finału trwa niemal regularna biesiada. Ma być to spontaniczne przedstawienie.

Ludzie reagują i głosują. Serbia nie musi wygrywać Eurowizji by odnosić sukces

Jakie są oczekiwania RTS wobec wyniku na Eurowizji? Dla nadawcy ogromnym sukcesem jest to, że w ostatnich latach odpadli w półfinale tylko raz. Pojawienie się w finale jest już dużym osiągnięciem, a jak zajmie się dziesiąte czy piąte miejsce to jest to powód do euforii. Nie mówiąc już o zwycięstwie, ale tego nikt od reprezentanta nie planuje wymagać. Olivera zwraca też uwagę, że istnieje mnóstwo spekulacji i stereotypów dotyczących tego jak dochodzi do zwycięstwa w konkursie i często wiązane jest to z atmosferą polityczną na kontynencie. „Myślę, że w tych teoriach jest wiele przesady. To ludzie reagują na piosenki i na nie głosują – często sercem” – twierdzi, jako przykład podając Ukrainę z 2022, gdzie fakt, iż kraj został niesprawiedliwie zaatakowany miał wpływ na wynik grupy Kalush Orchestra. Serbowie dali Ukrainie wtedy aż 8 punktów. „Istnieje sto powodów, które wpływają na to komu widz da swojego sms-a” – mówi. Przyznała również, że w Liverpoolu całym sercem wspierała Kaariję z Finlandii, ale rozumie, że cała Europa głosowała też na Loreen.

Dlaczego Serbia zrezygnowała z Eurowizji Junior?

Olivera przyznała, że Serbia została wycofana z Eurowizji Junior ze względu na kwestie finansowe, chociaż budżet na JESC nie jest tak duży jak w przypadku dorosłego konkursu. Zdaje sobie też sprawę z faktu, że RTS ma problem z autorami piosenek dziecięcych i gdy organizowane są preselekcje, zgłoszenia można policzyć na palcach jednej ręki. „Nie jest to dobre i trzeba to zmienić w jakiś sposób i zastanowić co zmienić, by zgłoszeń było więcej” – mówi. Najpewniej jest za mało kompozytorów, którzy pracują z dziećmi. Czy RTS wróci na Juniora w przyszłym roku? Tego nie wiadomo, a nadawca woli skupić się teraz na dorosłych preselekcjach, które mają zachwycać Europę. Serbowie liczą, że uda im się pokazać zagranicy wiele świetnych występów, takich jak np. Filipa Baloša, który PzE nie wygrał, ale dzięki udanej prezentacji scenicznej miał okazję koncertować w paru krajach Europy, w tym w Polsce. „Spodobało się to fanom Eurowizji. Występy na naszej scenie otwierają też drzwi do Europy” – chwali się pracownica RTS. PzE jako platforma muzyczna ma się wzorować na Melodifestivalen, Sanremo czy Benidorm Fest. Ciekawostką jest fakt, że Olivera Kovačević jest wielką fanką…mołdawskich preselekcji i śledzi je co roku, zwłaszcza po to, by zobaczyć występy Tudora Bumbaca, charakterystycznego wokalisty starej daty. „W zeszłym roku się nie pojawił, nie wiem co się z nim dzieje” – martwi się.

Organizacja PzE kosztuje tylko trochę mniej niż udział w Eurowizji

Cofając się w czasie Kovačević mówi, że wymuszona pauza w latach 90. z uwagi na sankcje nałożone na Jugosławię i telewizję RTS nie była dla Serbii dobra. W momencie, gdy powrót był już możliwy telewizja podjęła decyzję, że startować będzie co roku i wkładać w to tyle serca i pieniędzy ile może bo wie, jak to jest być odciętym od konkursu na lata. „Jest nam przykro, że nasi sąsiedzi teraz nie startują” – mówi, wspominając o Bośni, Czarnogórze i Macedonii bo zawsze dobrze jest mieć ich poparcie. Wiadomo, że kraje w których korzysta się z tej samej grupy językowej będą na siebie głosować, tak samo jak Skandynawia czy blok b. ZSRR. Chociaż RTS nie ma aspiracji by wygrywać Eurowizję, to jednak stacji zależy na jak najlepszym wyniku bo tak intensywne przygotowania są kosztowne. Olivera zdradziła, że organizacja preselekcji PzE kosztuje tylko trochę mniej niż składka za udział Serbii w Eurowizji i wszystkie koszty związane z pobytem ekipy przez dwa tygodnie w mieście-gospodarzu. Zapewnia, że w delegacji nie ma osób niepotrzebnych – każdy ma tam ważne funkcje i nikt na ESC nie jedzie jako turysta bo za wszystko płaci RTS.

Nostalgia kontra przyszłość

Olivera Kovačević śledzi Eurowizję od dziecka, pamięta też słynne Jugovizije, czyli preselekcje nieistniejącego już państwa oraz fakt, że serbskim wokalistom nie szło tam zbyt dobrze. Pamięta też słynną Bebi Dol, w której cała Serbia się zakochała, a potem rozczarowała się wynikiem wokalistki na ESC we Włoszech. Przedostatnie miejsce Jugosławii uznano wtedy za niesprawiedliwą ocenę podyktowaną polityką. Nie chodzi jednak o to, że ktoś z góry zmanipulował wyniki, ale atmosfera panująca wtedy wokół upadającej Jugosławii spowodowała, że jurorzy nie chcieli na ten kraj głosować. Teraz, gdy pracownicy RTS puszczają sobie archiwalne materiały z Eurowizji czy Jugoviziji (a co roku w PzE możemy oglądać mnóstwo takich wspomnień w ramach przerywników), wszyscy mają wrażenie, że kiedyś konkursy wyglądały niezwykle skromnie. „Wtedy była to najwyższa jakość, a teraz patrzymy na to z wielką nostalgią i wspominamy w ten sposób nasze młode lata i gloryfikujemy te dawne czasy chociaż wcale nie były one najlepsze” – mówi. Chociaż widocznie rozmarzyła się wspominając o przeszłości, stawia na przyszłość i zaznacza, że o tym jak będą wyglądały preselekcje mówi się w RTS od początku listopada. Wspomina o pracach nad scenariuszem, projektem sceny, identyfikacją wizualną, zasadami, ale też nad tym kto zostanie zaproszony do Interval Acts. Zapowiedziała, że w 2024 na scenie mogą pojawić się niezwykle ciekawi goście, ale póki co nie chce zdradzać szczegółów. Zaproszenia wysłane zostały też do zagranicznych uczestników Eurowizji.

Na podstawie podcastu RTS Evrovizijske priče, fot.: M. Błażewicz 2020