Eurowizja 2024 United By Music: Fani podzieleni w sprawie stałego sloganu konkursu. Jakie hasła towarzyszyły nam wcześniej?

United By Music, Divided by Opinion

Europejska Unia Nadawców i telewizja szwedzka ogłosiły, że Eurowizja 2024 odbędzie się pod hasłem „United by Music”, czyli sloganem stworzonym rok temu przez BBC na potrzeby konkursu w Liverpoolu. Za zgodą organizatorów, producentów i Grupy Referencyjnej slogan ten będzie charakteryzował każdy kolejny konkurs w przyszłości, co ma być częścią strategii brandingowej. Chociaż fani Eurowizji faktycznie zjednoczeni są poprzez muzykę i śledzenie konkursu, to jednak poszczególne elementy wchodzące w skład tego wydarzenia często tych fanów dzielą – główny podział wynika z faktu istnienia zwolenników i przeciwników różnych pomysłów, zmian w formacie, cen biletów, przebiegu preselekcji, wybranych piosenek czy działań podejmowanych przez delegacje, na wynikach samej Eurowizji kończąc. Tworzą się wtedy mniej lub bardziej kulturalne wymiany poglądów w internecie, ale też memy czy dowcipy na ten temat. Historia pokazuje jednak, że koniec końców zdecydowana większość wprowadzanych przez EBU zmian zyskuje aprobatę. Tak było z formatem konkursu (dodawanie półfinałów), pojawieniem się jury, nowymi prezentacjami wyników finałowych czy nawet zamknięciem prób technicznych dla prasy.

Ten sam slogan lepiej utrzyma markę

Nie lubimy zmian? Często nie lubimy być nimi zaskakiwanymi, stąd pierwsze reakcje zazwyczaj są negatywne, wywołane szokiem czy niespełnieniem oczekiwań, które fani zawsze mają ogromne. Społeczność Dziennika Eurowizyjnego jest świetnym przykładem tego, jak szybko i żywiołowo miłośnicy konkursu odnoszą się do takich niespodzianek. W przypadku stałego sloganu „United by Music” czytelnicy jak zwykle nie zawiedli. „Coś uniwersalnego, a zarazem świetnego. Bardzo lubię ten slogan i super, że będzie już na stałe” – napisał Bartek, z kolei Arek uważa to za ciekawy krok z marketingowego punktu widzenia, bo slogan jest nieodłącznym elementem danej marki. „Wydaje mi się, że EBU chce ujednolicenia konkursu jako wydarzenia. Skoro idą w jeden, stały slogan, to obstawiam, że SVT mogło dostać za zadanie stworzenie oprawy graficznej, która na lata będzie towarzyszyła konkursowi. Czy to źle? Moim zdaniem nie, bo zobaczcie, że robi się tak w wielu krajach, jeśli chodzi o preselekcje” – dodaje. „Lepiej mieć stałe hasło które oddaje wartości konkursu i jego idee, ludzie to zapamiętaja, a nie jakieś open upy czy inne wymysły, a szaty graficznej przecież nie dadzą tej samej” – uważa inny fan, także o imieniu Arek.

Komercjalizacja konkursu i zabijanie kreatywności

Tak jak zwolennicy mówią o kształtowaniu marki i promocji idei, tak przeciwnicy zwracają uwagę na burzenie pewnej tradycji – często jest tak, że jak się do czegoś przyzwyczajamy, to ciężko zaakceptować nam inną wizję, która burzy pewien ustalony już w naszej głowie porządek. Dziwna sytuacja, chory żart, żenada, niepotrzebne zmiany, beka to tylko niektóre określenia wykorzystane przez szybko reagujących na newsa miłośników konkursu. „Widać trend podążania za absolutną komercjalizacją konkursu” – twierdzi Piotr, z kolei Kinga przypomina, że slogany nadawały charakteru każdej edycji, a zmiana według niej poszła w złą stronę. „To dopiero listopad, a co nasz czeka do maja” – obawia się Agata. „Starając się jak najbardziej wypromować konkurs i rozwijając jego status jako marki tak też trochę jakby wyrzuca się kolejno pewne tradycje” – napisała Zuzanna. „Jak dla mnie ta zmiana na minus, dla zwykłego widza bez różnicy, a jednak dla nas fanów był to jakiś powiew świeżości co roku czy nadanie po prostu „imienia” każdemu rocznikowi poprzez slogan” – smuci się Krzysztof. „Slogan sloganem, problem jest znacznie głębszy. Jest zabijana kreatywność przez EBU. Co zmiany to gorsze z tego co widzę” – dodała Sylwia.

Ale o co Wam w ogóle chodzi?

Jest też trzecia grupa. Osób, które nie wiedzą o co inni rwą szaty i starają się przekonać frakcję A i frakcję B, że zrobili typową „g*wnoburzę” o nic, co jest jednak bardzo częstym i charakterystycznym dla świata fanów Eurowizji zdarzeniem, które na pewno nadaje kolorytu i jak napisała Dominika – dzięki temu czuć, że konkurs się zbliża. „Mnie zawsze zwisała kwestia sloganu, ale nie rozumiem tego poruszenia, co to zmienia? Czyżby wszechobecny wśród fanów strach przed jakimikolwiek nowymi pomysłami?” – pyta Dawid. „Dla mnie sloganu mogłoby nawet nie być, albo nawet być we love music. Moim zdaniem nic to nie zmienia w konkursie, lepiej skupić się innych rzeczach” – uważa Dominika. Antoni z kolei twierdzi, że lubił motywy nowych sloganów, ale przyzwyczai się do wprowadzonej zmiany. „Dosłownie nikt na slogan nie zwraca uwagi oglądając konkurs” – przypomina Szymon, a z tym stwierdzeniem zgadza się Adam, który mówi „dla mnie zazwyczaj slogan był tylko miłym dodatkiem, do którego nie przywiązywałem większej uwagi„. Koloryt świata fanów Eurowizji pozwala nam emocjonować się nawet tak nieistotnymi (dla niektórych) sprawami, ale z tego jesteśmy znani i to właśnie dla takich osób Eurowizja trwa cały rok, a Dziennik Eurowizyjny ma o czym pisać.

Od nowoczesnej bajki po radziecki film animowany

Pierwszy raz oficjalnie slogan pojawił się na Eurowizji 2002 w estońskim Tallinnie, gdy przeniesiono widzów do nowoczesnej bajki („A Modern Fairytale”), w której wygrała rozbierająca się scenie Łotyszka. Ryga zaprosiła nas na magiczne rendez-vous („A Magical Rendez-vous”) połączonym z pozdrowieniami z Marsa, bo o tym śpiewali reprezentanci gospodarzy. Pod tym samym niebem („Under the Same Sky”) odbyła się pierwsza Eurowizja z półfinałem w 2004 gdy organizatorem była Turcja. Rok później powitano nas w przebudzonej („Awakening”) Ukrainie, która miała już za sobą Pomarańczową Rewolucję. Grecy zaprosili nas byśmy poczuli rytm („Feel the Rhythm”), chociaż zaserwowano nam wtedy zwycięstwo cięższych brzmień. Lordi dało Eurowizję Helsinkom i była to prawdziwa fantazja („True Fantasy”), także oparta na motywach graficznych rodem z kalejdoskopu. Geograficzny slogan wymyślono w Serbii, gdzie Eurowizja odbyła się nad zbiegiem dźwięku, co odnosiło się do ujścia Sawy do Dunaju – nad tymi rzekami znajdował się Belgrad. Eurowizja w Moskwie pod kątem sloganu była dosłownie żadna, aczkolwiek czasami pojawia się nieoficjalne hasło „Żar ptica”, które było ściśle związane z oprawą graficzną. „Żar-ptak” lub „Ognisty ptak” to też tytuł radzieckiego filmu animowanego z 1984 roku opowiadającego właśnie o tym legendarnym ptaku często występującym w rosyjskich bajkach.

Moment, bicie serca, ogień, a nawet reklamowanie kosmetyków

Oslo zachęcało nas by dzielić się momentem („Share the moment”) takim jak na przykład zwycięstwo młodej Niemki Leny. W Dusseldorfie mieliśmy natomiast poczuć bicie naszych serc („Feel your heart beat”), a zapewne niektórzy dostali wręcz palpitacji widząc wygrywający Azerbejdżan. Baku jak zawsze postawiło na ogień – chcieli rozpalić nasz płomień („Light your Fire”), a podpalili suknię własnej reprezentantki. W szwedzkim Malmo byliśmy jednością („We Are One”), nawet gdy część krajów odpadła w półfinale. Duńczycy chcieli, byśmy dołączyli do nich i do ich hashtagu (#JoinUs) i razem obserwowali jak Europa płonie po zwycięstwie kontrowersyjnej Conchity. W Wiedniu budowaliśmy jednak mosty („Building Bridges”) do czego w swojej piosence nawiązała Monika Kuszyńska. Sztokholmskie „Come Together” szybko doczekało się sprośnego wariantu „Cum together”, natomiast Kijów za drugim razem uznał, że chce celebrować różnorodność („Celebrate Diversity”) – pech chciał, że akurat w tym roku dwa różne człony decyzyjne (jury i widzowie) zagłosowali na tego samego zwycięzcę. Lizbona zaprosiła nas wszystkich na pokład („All Aboard!”), chociaż w pocztówkach i grafikach użyto bardziej dźwięku kojarzącego się z pływaniem pod wodą. Tel Awiw chciał byśmy odważyli się marzyć („Dare to Dream”) tak jak malutka Netta marzyła o wygranej w Eurowizji. Rotterdam, zarówno przed jak i w pandemii uznał, że mimo wszystko najlepiej się otworzyć („Open Up!”). Turyn postawił na dźwięk piękna („The Sound of Beauty”) co miało jakieś znaczenie, ale większość uznała, że to po prostu hasło reklamowe izraelskiej marki kosmetyków MoroccanOil. W Liverpoolu byliśmy zjednoczeni w muzyce, głównie z uwagi na fakt, że Anglia organizowała konkurs w imieniu pogrążonej w wojnie Ukrainy, ale jak widać, motyw przyjął też bardziej uniwersalne znaczenie. I tak już pozostanie. Teraz pora na kolejną burzę – wkrótce EBU ogłosić ma listę nadawców, którzy wezmą udział w konkursie. Spis jeszcze jest finalizowany.

Źródło: Eurovision.tv, Dziennik Eurowizyjny (cytaty pochodzą z grupy Facebook), Wikipedia, fot.: M. Błażewicz 2023