Eurowizja: Konflikt na Bliskim Wschodzie w tle konkursu piosenki. Bezpieczeństwo, przekaz utworów czy występów i kontrowersje związane z udziałem Izraela

Cały świat z przerażeniem obserwuje wydarzenia w Izraelu 🇮🇱, który od soboty atakowany jest przez polityczno-militarną organizację palestyńską Hamas 🇵🇸 i chociaż konflikt ten jest obecny w świadomości międzynarodowej od lat, wciąż budzi ogromne obawy. Z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie nierozerwalnie związana jest też historia Eurowizji do której Izrael dołączył już w 1973 roku. Być może w ostatnich latach był on mniej widoczny podczas konkursu, w porównaniu do wojny na Bałkanach czy na Zakaukaziu lub w Ukrainie, jednak nadal istnieje i dotyczy wielu aspektów, zarówno związanych z bezpieczeństwem, jak i relacjami międzynarodowymi, czy też samymi utworami, które Izrael na Eurowizję wystawiał.

Debiut Izraela pod specjalnym nadzorem

Faktyczny debiut Izraela w Eurowizji nastąpił już w 1973 roku i wywoływał kontrowersje z uwagi na to, że kraj nie należy do Europy. Aktualnie pytanie o to, dlaczego Izrael występuje na Eurowizji przyćmione jest przez obecność w konkursie Australii 🇦🇺. Nadal jednak przypominać należy, że Konkurs Piosenki Eurowizji to nie konkurs krajów, a telewizji zrzeszonych w Europejskiej Unii Nadawców – nieistniejąca już telewizja IBA dołączyła do EBU i miała prawo startu. Ilanit zaśpiewała jako ostatnia z siedemnastu uczestników Eurowizji w Luksemburg 🇱🇺 – stało się to raptem parę miesięcy po masakrze w Monachium, czyli palestyńskim ataku terrorystycznym w czasie letnich igrzysk olimpijskich skierowanym przeciwko izraelskiej drużynie. W związku z tym wydarzeniem Eurowizję 1973 objęto specjalnymi warunkami bezpieczeństwa, gdyż obawiano się ponownych ataków. Bezpieczeństwo było priorytetem, pojawiły się bardzo rygorystyczne zasady, o których wspominał brytyjski komentator Terry Wogan 🇬🇧. Podczas oklaskiwania występów nie można było wstawać, gdyż istniało ryzyko, że osoby, które „wyłonią” się z tłumu widzów mogą zostać zastrzelone przez siły bezpieczeństwa.

Ochrona w składzie delegacji

O bezpieczeństwie izraelskich reprezentantów na Eurowizji mówi się wiele, powstało też na ten temat wiele historii, czasem przesadzonych. Mówi się, że Ilanit na scenie śpiewała w kamizelce kuloodpornej. Ekipa izraelska zawsze ma w swoim składzie osoby od ochrony, zazwyczaj w cywilnym kamuflażu, ale bacznie obserwujących wszystko, co się dzieje wokół. Nie ma się co dziwić – wielokrotnie osoby z Izraela były zagrożone, np. w 2009 roku gdy arabskiej wokalistce Mirze Awad grożono śmiercią za reprezentowanie Izraela w duecie z Noą czy w 2012 gdy konkurs odbywał się w Azerbejdżanie 🇦🇿, a protestowali przeciwko temu wrogo nastawieni wobec Izraela Irańczycy 🇮🇷. Telewizja IBA potwierdziła start w Baku mimo obaw o otwartą granicę azersko-irańską. W 2022 roku pojawiły się pogłoski o możliwym wycofaniu Izraela z konkursu ze względu na problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa delegacji. Temat ostatecznie udało się rozwiązać, a kraj nie musiał rezygnować.

Jerozolima problemem Eurowizji 2019

Również trzy Eurowizje organizowane przez Izrael objęte były specjalnymi i rygorystycznymi działaniami gwarantującymi bezpieczeństwo uczestników jak i widzów. Dwa pierwsze konkursy odbyły się w Jerozolimie – pierwszy w 1979, a drugi 20 lat później. Przed 1979 kraje muzułmańskie wymusiły na Turcji 🇹🇷 wycofanie się z udziału pomimo wskazanego już reprezentanta, z kolei w 1999 dokładnie dbano by zapobiec potencjalnym zakłóceniom przebiegu show przez palestyńskie grupy bojowników. Przed ESC 2019 wybuchły kontrowersje w związku z planowanym przekazaniem Jerozolimie trzeciego już konkursu. Różne organizacje wzywały telewizje uczestniczące do bojkotu konkursu jeśli miałby on się odbyć w Jerozolimie, której status jako stolicy Izraela jest skomplikowany i wywołuje napięcia na linii izraelsko-palestyńskiej. Do bojkotu wzywano m.in. Australię, Szwecję, Irlandię czy Islandię. Ostatecznie żaden kraj się nie wycofał, a konkurs trafił do Tel-Awiwu. Nie obyło się jednak bez stresu, a przebywający w mieście uczestnicy czy widzowie wspominali o sporadycznych i na szczęście niegroźnych alarmach rakietowych. Z uwagi na chęć bojkotu Eurowizji 2019 w Izraelu podczas preselekcji w Hiszpanii, Danii, Francji, Norwegii czy Niemczech dochodziło do prób zakłóceń transmisji show przez organizacje czy jednostki popierające Palestynę.

Politycznie zaangażowane piosenki

Polityczny kontekst często widoczny był w utworach czy występach Izraela. W tekst utworu „Natati La Khayay” z 1974 roku wpleciono zawoalowany protest polityczny przeciwko panowaniu ówczesnej premier kraju – Goldy Meir i planom utworzenia państwa palestyńskiego. Mniej lub bardziej klarowne odniesienia do walki o pokój i bezpieczeństwo narodu izraelskiego pojawiały się w takich przebojach jak zwycięskie „Hallelujah” z 1979 czy słynnym „Hi” Ofry Hazy z 1983. Prawdziwą burzą w Izraelu zakończył się udział formacji PingPong na ESC 2000. Gdy w trakcie prób okazało się, że zespół planuje machać izraelskimi i syryjskimi flagami 🇸🇾, telewizję zasypano tysiącem skarg. Wszystko działo się w okresie, gdy Izrel wycofał się z południowego Libanu 🇱🇧 po atakach Hezbollahu wspieranych przez Syrię, kraju nieuznającego suwerenności Izraela. Telewizja publiczna nie miała możliwości rezygnacji z Eurowizji, jednak podkreślała, że grupa PingPong będzie tam reprezentować siebie, a nie kraj. Zespół nie ustąpił twierdząc, że wszyscy chcą pokoju z Syrią, a sam utwór jest o miłości. Twierdzili, że reprezentują nowe pokolenie Izraelczyków, którzy marzą o pokoju i nie chcą iść na wojnę.

Upolitycznienie kończyło się fiaskiem

Kolejnym problemem był utwór „Push the button”, który wygrał preselekcje w 2007 roku. Był to utwór naładowany treścią polityczną chociaż oficjalnie przesłanie piosenki nigdy nie było wyjaśnione. Mówi się, że śpiewając o świecie pełnym terroru, szalonych władcach, używaniu przycisku, ogromnej przemocy, wybuchach czy nawet odniesieniu do piosenki „Hi” Ofry Hazy („Nadal żyję, żywy, żywy„) zespół chciał odzwierciedlić niepokoje części mieszkańców Izraela w związku z groźbą wojny nuklearnej z Iranem. Pomimo oskarżeń o upolitycznienie konkursu, Europejska Unia Nadawców nie odrzuciła piosenki. Zarówno w przypadku „Sameach” PingPong czy „Push the button” Teapacks kontrowersje kończyły się bardzo niskim wynikiem na Eurowizji. Podobnie było zresztą z izraelsko-arabskim duetem Miry i Noy w 2009 roku. Pomimo utworu o przesłaniu pacyfistycznym i bardzo przejmującej historii (z politycznymi akcentami) obu pań, piosenka „There must be another way” zajęła ostatnie miejsce w finałowym televotingu Eurowizji zdobywając raptem 15 punktów. Od porażki uratowało ją jury i ostatecznie Izrael zakończył konkurs na 16. miejscu.

Tunezja i Liban bez planowanego debiutu

Wielokrotnie już wspominany jest temat krajów, które z uwagi na udział Izraela w Konkursie Piosenki Eurowizji nie chcą lub nie mogą się w stawce pojawić. Mowa tu o Algierii 🇩🇿, Libanie 🇱🇧, Libii 🇱🇾 i Tunezji 🇹🇳. Telewizje publiczne z tych państw mają prawo startu z uwagi na aktywne członkostwo w EBU, jednak uważa się, że nie robią tego z uwagi na Izrael. Najbardziej znane przykłady to nieudane debiuty Tunezji w 1977 i Libanu w 2005 roku. Tunezja planowała swój start i miała już nawet przypisaną pozycję startową (czwartą) jednak ostatecznie zrezygnowała. Liban zdecydował się na udział w erze internetu, więc mogliśmy dokładnie śledzić poczynania – były zresztą one wtedy tematem „newsów” na Dzienniku Eurowizyjnym. Telewizja wybrała wokalistkę i utwór, przygotowała stronę internetową, ale nie wspominała tam o udziale Izraela co jest zgodne z prawem obowiązującym w tym kraju (zakaz propagowania treści dotyczących Izraela) jednak niezgodne z wartościami EBU. Tele Liban, po tym gdy dowiedział się, że musi uznać start Izraela, transmitować występ Shiri Maimon (planowano w jego trakcie puścić reklamy) czy umożliwić Libańczykom głosowanie na ten utwór, zrezygnował z konkursu. Z nieobecności Izraela na ESC 1980 skorzystało Maroko, które zdołało zadebiutować i do tej pory jest jedynym krajem arabskim mającym na swoim koncie udział w Eurowizji.

Żonkile w jordańskiej telewizji

Jordania 🇯🇴, chociaż nigdy nie planowała startu, organizowała transmisję konkursu, pomijając jednak występy izraelskie. W 1987 zasłonięto Izrael zdjęciami kwiatów, a w momencie, gdy było jasne, że IBA wygra konkurs, transmisję przerwano. Media lokalne informowały, że konkurs wygrała Belgia 🇧🇪 (której przypadło drugie miejsce). Jeszcze bardziej kuriozalnym jest fakt, że w samym Izraelu nie pokazano…swojego własnego zwycięstwa. Telewizja izraelska nadawała wtedy w czerni i bieli, stąd wielu widzów w tym kraju korzystało z sąsiedniej transmisji jordańskiej (dzięki łączom satelitarnym), która była lepszej jakości. Nawet jeśli ktoś oglądał konkurs przez telewizję IBA, to transmisja zakończyła się wcześniej niż sama Eurowizja. Konkurs nie zmieścił się w wykupionym przez IBA slocie transmisyjnym i sygnał został zerwany zanim ogłoszono zwycięzcę. Brakujący fragment pokazano kolejnego dnia. Korzystający z sygnału jordańskiego także mieli ucięty przekaz w związku z tym większa część społeczeństwa o swoim pierwszym eurowizyjnym zwycięstwie dowiedziała się dopiero dzień później lub z radia.

Palestyna bez szans na debiut w Eurowizji

Lata konfliktu i rozmów oraz planów nie prowadzą niestety do poprawy sytuacji, a wśród krajów ONZ nadal są takie, które nie akceptują izraelskich paszportów i nie uznają suwerenności tego kraju. Izrael ma stosunki międzynarodowe ze 165 krajami co stanowi 85% wszystkich, które są członkami ONZ. Spośród arabskich krajów, które należą do EBU, Egipt 🇪🇬 i Jordania 🇯🇴 mają już podpisane z Izraelem traktaty pokojowe, jednak nadawcy z tych państw o Eurowizji nigdy nie myśleli, również z uwagi na dominujące wpływy islamu, które gryzą się z wartościami promowanymi w trakcie konkursu. A co z samą Palestyną 🇵🇸? Pierwszym krajem Eurowizji, który uznał Palestynę i nawiązał z nią stosunki międzynarodowe była Turcja (w 1988), a dzień później zrobiły to Malta i Serbia (wtedy Jugosławia). Chwilę później dołączył Albania i Czechy, a 14 grudnia 1988 zrobiła to Polska. Kraju nie uznają jednak nadal takie państwa jak Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Francja, Hiszpania, Niemcy czy Wielka Brytania. Co ciekawe, to właśnie w Danii 🇩🇰 w 2014 pojawiły się głosy społeczne, by kraj pomógł Palestynie zadebiutować na Eurowizji. Konkurs odbywał się wtedy w Kopenhadze, a jedna z posłanek duńskiego parlamentu otwarcie zaatakowała telewizję DR i organizatorów show za brak zaproszenia dla Palestyńczyków. Poprzez udział grupy Hatari w ESC 2019 w Tel Awiwie Islandia 🇮🇸 została wciągnięta do tego wątku, chociaż kraj nawiązał stosunki z Palestyną dopiero w 2011 roku (jako pierwszy kraj nordycki). Panowie z zespołu pokazali do kamery flagę Palestyny, za co nadawca RUV został później ukarany przez EBU. Flagę Palestyny podczas Interval Act w Tel Awiwie pokazała też…Madonna.

Co było powodem absencji Izraela?

Pomimo trwającego od lat konfliktu Izrael nigdy nie rezygnował z Eurowizji argumentując to bezpieczeństwem czy działaniami wojennymi. Jeśli go nie było to z powodu niefortunnie ustalonej daty finału, która zbiegała się ze świętem Yom HaZikaron. Telewizje izraelskie mają wtedy obowiązek zmienić ramówkę. Z tego też powodu w 2011 i 2016 roku Izrael miał automatycznie przypisywany półfinał by nie doszło do problemów z transmisją. Czy aktualna sytuacja w kraju, która jest dla wszystkich wielkim zaskoczeniem, a skali ataków nie da się porównać z poprzednimi, wpłynie na eurowizyjne losy Izraela? Do 16 października telewizja KAN powinna wycofać swój wniosek akcesyjny jeśli chce zrezygnować z udziału w Eurowizji 2024. Nadawca, który tego nie zrobi lub się spóźni powinien liczyć się z konsekwencjami finansowymi w momencie, gdy zdecyduje się później opuścić konkurs. Nie wiadomo jak sytuacja wyglądać będzie w tym przypadku i zapewne nikt w Izraelu aktualnie o tym nie myśli.

Źródło: Wikipedia, inf. własne, fot.: M. Błażewicz 2019