Jarek Jaroński – Eurowizją interesuje się od 2017 roku. W zeszłym roku postanowił zacząć aktywnie uczestniczyć w barwnym życiu fanów tego konkursu, co było świetną decyzją.
Wyścig o zwycięstwo na Eurowizji nie jest taki prosty jak może się wydawać. Chwytliwy bit, ciekawa choreografia, kreatywny staging – wydawałoby się, że elementy te to klucz do osiągnięcia sukcesu. Na przeszkodzie często jednak staje wokal. W historii Eurowizji pojawiło się wiele tzw. bopów, uwielbianych przez fanów, którzy nerwowo wyczekiwali aby usłyszeć swoich faworytów wykonujących przygotowany utwór.
Czy istnieje idealna metoda wyboru reprezentanta?
Niestety często w procesie selekcyjnym, stawia się na samą piosenkę, zapominając o wykonaniu na żywo, które potrafi kompletnie zaprzepaścić szanse na wysokie miejsce. Oczywiście są wyjątki, takie jak Polska w 2020 roku, która postawiła na wybór reprezentanta poprzez konkurs skupiony głównie na wokalu, czy Gruzja wielokrotnie wysyłająca na Eurowizję zwycięzcę The Voice. Taka decyzja oczywiście posiada wady, jeśli wykonawca jest wyłaniany jedynie na podstawie głosu, bez piosenki, tak jak w przypadku tegorocznej Gruzji. Można być drugą Whitney Houston i jednocześnie, za sprawą słabej piosenki, zostać zapomnianym oraz pominiętym w głosowaniu. Niestety żadna metoda wyboru nie jest idealna, w preselekcjach istnieje ryzyko wygranej „wielkiego nazwiska”, w show takich jak The Voice piosenka jest niewiadomą, złotym środkiem może się wydawać „Szansa Na Sukces”, jednak tego typu produkcja też posiada swoje wady.
Pechowy rok dla ulubieńców fanów
Eurowizja 2022 obfitowała w wiele znakomitych utworów. Fani jak co roku, wypatrzyli dla siebie te, na punkcie których zamierzali mieć obsesję przez następne miesiące. Jednym z takich utworów było austriackie „Halo” duetu LUM!XA z Pią Marią. Skoczny kawałek wpadł wielu osobom w ucho oraz był zaskoczeniem, ponieważ mało kto spodziewał się tak dobrej piosenki z tego kraju. Zagadką spędzającą sen z powiek była jednak Pia Maria, o której nikt wcześniej nie słyszał. Powstawało wiele dowcipnych teorii na temat tego, że kobieta tak naprawdę nie istnieje albo jest robotem. Było zabawnie do czasu występu na preparty Israel Calling. Wokale artystki okazały się delikatnie mówiąc słabe. Sytuacja tłumaczona była przez delegację jako brak doświadczenia i młody wiek dziewczyny, która do czasu Eurowizji miała intensywnie ćwiczyć w celu poprawy. Podczas półfinału okazało się jednak, że ta poprawa polegała na próbie zagłuszenia dźwięków wydawanych przez Pię chórkiem. Ostatecznie piosenka, która otrzymała miano „bopu” oraz oceniania była wysoko w rankingach, nie przeszła do finału. Powodów mogło być wiele- dość statyczny występ jak na szybką piosenkę czy sama obecność dja na scenie, co na Eurowizji zazwyczaj się nie sprawdza. Jednak najważniejszym z nich był z pewnością wątpliwy wokal oraz widoczny brak obycia ze sceną głównej wokalistki. W internecie pojawiła sie informacja, mówiąca o tym, że LUM!X chciał wystąpić z zagraniczną piosenkarką, jednak telewizja się na to nie zgodziła, chcąc postawić na rodzimy talent. Jak widać taki zamysł nie wyszedł dla Austrii korzystnie, marnując potencjał bardzo dobrej piosenki.
Grecka bogini i jej greckie wokale
Reprezentantka Cypru w 2022 roku – Andromache, wielbiona przez wielu fanów, nie zerwała z tradycją i tak jak wiele poprzednich reprezentantek o greckich korzeniach, również zaprezentowała nienajlepszy wokal. Piosenka „Ela” zyskała wiele pozytywnych opinii po wydaniu. Sama artystka sprawiała wrażenie profesjonalistki, więc oczekiwania były wysokie. Na przeszkodzie stanęły jednak niepewne starania wokalne Andromache, która głównie w partiach po angielsku nie dawała sobie rady. Nasuwa się pytanie, czy Cypr znalazłby się w finale jeśli „Ela” byłaby zaśpiewana w całości po grecku, języku, w którym piosenkarka czuła się zdecydowanie bardziej komfortowo. Niestety nigdy się tego nie dowiemy, a prezentacja zostanie zapamiętana jako ta, która zakończyła wieloletnią passę awansów do finału Cypru.
Wyjąca góra
Julia Samoylova pojechała na Eurowizję w barwach Rosji w 2018 roku. Co ciekawe, rok wcześniej miała już reprezentować ten kraj, jednak z powodu napiętych relacji rosyjsko- ukraińskich, Rosja zrezygnowała z wyjazdu do Kijowa. Samoylova zaprezentowała bardzo słaby wokal podczas pierwszego występu z piosenką „I won’t break”. Na wokalistkę spadła fala krytyki. Ostatecznie postanowiono przebrać ją za górę oraz zagłuszyć chórkami. Pomysł nie wypalił, a Rosja straciła zaszczyt bycia państwem, które zawsze wychodziło z półfinału. W tym samym roku, wsparcie wokalne było intensywnie wykorzystywane również przez Bułgarię. Zhana- wokalistka grupy Equinox, stworzonej typowo pod Eurowizję, jedynie udawała, że śpiewa końcową notę. Okazało się, że niezwykły i hipnotyzujący głos należał do chórzystki ukrytej za sceną. Bułgaria przeszła do finału, jednak niesmak pozostał.
Jakość produkcji show ma duży wpływ na wokal i odbiór
Margaret, ulubienica fanów podczas preselekcji do Eurowizji 2016, ostatecznie zajęła 2 miejsce, za Michałem Szpakiem, którego wygrana spowodowała burzę w sieci. Pojawiło się wiele teorii spiskowych oraz nagrań spod sceny, na których artystka brzmiała o wiele lepiej niż w telewizji. Występ nie należał z pewnością do najlepszych, jednak gdy Margaret wzięła udział w szwedzkim Melodifestivalen w 2018 roku, zaprezentowała światowej klasy występ. Zajęła 7 miejsce, ale różnica pomiędzy występem w polskich a szwedzkich preselekcjach była ogromna. W tym roku produkcja polskich preselekcji również pozostawiała wiele do życzenia. Ku zaskoczeniu widzów, wielu artystów, którzy wydawali się wokalnymi pewniakami, brzmiało bardzo średnio. Nawet utalentowany Jann o nieziemskim głosie w przekazie telewizyjnym nie brzmiał najlepiej. Czy tak trudno zapewnić artystom dobre warunki do zaprezentowania swoich talentów? Dla TVP najwidoczniej tak, gdyż nie była to pierwsza produkcyjna wpadka w ich wykonaniu. Możliwe, że viralowa „bejba” była nie tylko zasługą samej Blanki – niedoświadczonej wokalistki, ale także niedoświadczonych dźwiękowców, psujących każdy występ.
Nieważne co mówią, ważne żeby mówili
Reprezentantka Polski na Eurowizji 2009- Lidia Kopania, spróbowała swoich sił w 2022 roku i znalazła się w zaszczytnym gronie artystów walczących o wyjazd do Turynu. Występ Lidii okazał się katastrofą. Artystka zapomniała tekstu i zaczęła śpiewać wymyślone słowa, które nie miały żadnego sensu. Tłumaczyła potem, że był to zabieg celowy. Jeśli celem był rozgłos, to Lidii należą się gratulacje, ponieważ jej występ zdobył ogromną liczbę wyświetleń w krótkim czasie, a w środowiskach fanów Eurowizji był pamiętany nawet rok później, gdy odśpiewywali oni freestylowy tekst „Why does it hurt” z nadzieją na wejściówkę na TBSE 2023. Piosenkarka biletu na konkurs drugi raz nie wygrała, ale za to wzbudziła wokół siebie szum, dla niektórych może być to jakiś sukces, a dla innych nie. Podobna sytuacja miała miejsce w tym roku, gdy Blanka i jej Bejba wyskakiwały każdemu Polakowi z lodówki. Reprezentantka rozsławiła tą dziwną wersję angielskiego słowa i stała się memem. Dużego sukcesu w Liverpoolu nie osiągnęła, gdyż zajęła jedynie 19 miejsce w finale. Przyczyniła się jednak do zwiększonego zainteresowania konkursem wśród Polaków, którzy nałogowo śpiewali „Bejba ic kajna krejsa”.
Artykuł Jarka Jarońskiego, fot.: M. Błażewicz 2022
