43 kraje w Eurowizji 2017! EBU wyrównuje rekord z 2008 roku

Europejska Unia Nadawców poinformowała, że w Eurowizji 2017 weźmą udział 43 państwa, czyli tyle samo co podczas największych konkursów – w 2008 i 2011 roku. Oficjalna lista nie jest jednak niespodzianką – mamy dwa powracające państwa (Portugalię i Rumunię) oraz jedno wycofane (Bośnia). Zgodnie z oczekiwaniami, w walce o Grand Prix wezmą udział też Mołdawia, San Marino i Australia. Co ciekawe, zgodnie z regulaminem i aktualnym formatem, w Eurowizji może startować maksymalnie 46 państw, czyli po 20 w półfinałach. Nie jest to w sumie aż tak trudne do osiągnięcia – wystarczyłby np. udział Bośni, Słowacji i Turcji, lub ewentualnie Andory, Monako czy Luksemburga. Jon Ola Sand twierdzi jednak, że 43-44 kraje to już maksimum, bo inaczej zarówno półfinały jak i próby trwałyby zbyt długo. Póki co nie jest dyskutowany udział krajów nieeuropejskich w Eurowizji, aczkolwiek w przyszłości może dojść do zaproszenia państwa, którego nadawca jest stowarzyszony z EBU. Będzie to jednak miało charakter okazjonalny i posłuży głównie promocji samego formatu konkursu, by takowy mógł być realizowany np. na innym kontynencie. Także Australia wciąż nie została nazwana stałym uczestnikiem Eurowizji. Udział w Kijowie jest możliwy dzięki decyzji Grupy Referencyjnej. Czy ten kraj wystartuje także w 2018 roku? Nadal jedyną pewność Australijczycy będą mieli tylko wtedy, jeśli wygrają Grand Prix.

Stawka nieco różni się od tej z 2008 czy 2011 roku. W Belgradzie nie było Australii, Austrii i Włoch, były za to Andora, Turcja i Bośnia i Hercegowina. W Dusseldorfie mieliśmy Bośnię, Turcję i Słowację zamiast Australii, Czarnogóry i Czech. 43 państwa w 2017 roku oznaczają, że będziemy mieć nierówne półfinały – w jednym z nich będzie 18, a w drugim 19 uczestników. W finale wystąpią reprezentacje 26 krajów – dwudziestu półfinalistów, 5 państw z „Wielkiej Piątki” i Ukrainy, jako gospodarza. Półfinały zaplanowano na 9 i 11 maja, a finał odbędzie się 13 maja.

Polska po raz trzeci weźmie udział w rekordowej Eurowizji. Do tej pory nie szło nam w takim tłumie zbyt dobrze. W 2008 roku Isis Gee co prawda weszła do finału, ale zajęła w nim przedostatnie miejsce, z kolei w 2011 Magdalena Tul nie pokonała w swoim półfinale nikogo. Patrząc na aktualne tendencje w głosowaniu, dużą aktywność Polaków za granicą i zmianę nastawienia TVP do Eurowizji, można śmiało stwierdzić, że takie wyniki to już przeszłość i raczej klęski w Kijowie spodziewać się nie powinniśmy.

W drugiej połowie stycznie odbędzie się ceremonia losowania półfinałów. Wtedy też dowiemy się kto będzie bezpośrednim rywalem Polski w walce o awans do finału. Od czasu powrotu naszego kraju w 2014 roku zawsze trafiamy do drugiej grupy. Jak będzie w 2017?

Źródło: EBU, fot.: Wikimedia