
Niespodzianka w Bukareszcie. Telewizja rumuńska TVR dogadała się z Europejską Unią Nadawców, co oznacza, że kraj będzie mógł wystartować w przyszłorocznej Eurowizji. Dług, który spowodował dyskwalifikację tego państwa w tym roku, został rozłożony na parę rat i, zdaniem TVR, zostanie uregulowany w odpowiednim czasie. Dodatkowo EBU ma zapewnić Rumunom gwarancję udziału w ESC 2017 oraz pomoże poprawić opinię na temat konkursu w kraju. Warto przypomnieć, że w związku z tegoroczną, dość kontrowersyjną sytuacją, zdanie Rumunów (a zwłaszcza środowiska muzycznego) na temat Eurowizji jest dość złe. Nie ma się co dziwić. Kraj został wyrzucony z konkursu na miesiąc przed półfinałami, nawet gdy miał już wybranego reprezentanta.
Na razie nie wiadomo w jaki sposób wybrany zostanie nowy reprezentant Rumunii i czy nadawca TVR postanowi zorganizować preselekcje narodowe, jak to do tej pory miał w zwyczaju. Nie jest też pewne, czy finał narodowy cieszyłby się zainteresowaniem wśród rumuńskich wykonawców.
Na tę chwilę stawka uczestników Eurowizji 2017 to już 41 krajów, w tym Rumunia i Portugalia, czyli dwa państwa powracające. Nie jest potwierdzony jedynie udział Mołdawii i Australii, jednak jest raczej pewne, że zarówno TVM jak i SBS wystartują w konkursie. Oznacza to, że Eurowizja 2017 będzie miała 43 uczestników, czyli dobije do rekordu ustanowionego w Belgradzie (2008) i powtórzonego w Dusseldofie (2011). Szansą na nowy rekord jest zmiana decyzji w Bośni i Hercegowinie, zaskakujący powrót (np. Słowacji) lub jeszcze bardziej niespodziewany debiut (np. Kazachstanu).
Źródło: EBU, TVR, Wiwibloggs, Wikipedia, fot.: BBC

Ani widzowie, ani jurorzy ani nikt nie potrzebuje takiego kraju na Eurowizji. To nie Serbia, która już wygrała Eurowizję i kilka razy była na podium.
PolubieniePolubienie