
Dyrektor generalny NTU, Zurab Alasania, udzielił wywiadu dla portalu Podrobnosti, w którym ponownie opowiada o przygotowaniach Ukrainy do Eurowizji 2017. Oczywiście zapytano go o opóźnienie w wyborze miasta-organizatora. Co odpowiedział Alasania? Według dyrektora generalnego winni są ludzie, którzy ubzdurali sobie, że NTU i EBU ma jakieś konkretne terminy i gdy teraz Ukraińcy zwlekają z podjęciem decyzji, traktowane jest to jako spóźnienie. Według Alasanii, „deadline” nigdy nie istniał. Zdradził, że wszystkie miasta dobrze przygotowują się przed ostatecznym wyborem, ale nadal organizatorzy mają do władz mnóstwo pytań. W Odessie chodzi głównie o pokrycie stadionu nowym dachem, w Dnipro i Kijowie również chodzi o obiekty, na których ma się odbyć Eurowizja. Podkreślił, że pytania dotyczą kwestii technicznych, a nie politycznych. Ważne jest też zabezpieczenie finansowe, które każdy kandydat musi zagwarantować. W przypadku Dnipro dochodzi też kwestia miejsc noclegowych.
Alasania zaznaczył, że nigdy nie faworyzował żadnego z kandydatów, ale sercem był za Lwowem, chociaż miasto odpadło już na pierwszym etapie eliminacji. „Zdawało mi się, że Lwów mógłby zaoferować najlepszą atmosferę, bo w Kijowie często organizowane są eventy rzędu Eurowizji, a ja tej atmosfery tam nie czuję. Lwów stał się w ostatnich latach bardziej konserwatywny, więc być może obawiano się liberalnych treści, jakie Eurowizja ze sobą niesie i tego, że mogłaby przyciągnąć do miasta np. środowisko LGBT” – przyznaje. Wiadomo też, że pełny budżet konkursu nie jest jeszcze znany, bo wszystko zależy od miasta, które będzie wybrane. Wiadomo, że Eurowizja 2017 nie będzie „na bogato”, jak to było w Rosji czy Azerbejdżanie, ale ma być zorganizowana na dobrym poziomie i należytą uwagą.
Zbyt wcześnie też, by mówić o potencjalnych prowadzących show. Kandydatura Timura Miroshnychenki, o której najczęściej się mówi, będzie traktowana na równi z innymi, bo na pewno pozycja prezentera półfinałów i finału zachęci wielu. Cała Eurowizja, zarówno z pracownikami np. ochrony, ma być w ok. 70% obsługiwana przez Ukraińców. Pozostałe 30% stanowić będą specjaliści z Europy Zachodniej.
Alasania przypomniał, że przyszłoroczne preselekcje zorganizowane zostaną ponownie we współpracy z nadawcą STB, jednak przeczuwa, że Ukraina nie będzie miała szansy wygrać Eurowizji organizowanej przez siebie. Ma jednak nadzieję, że preselekcje narodowe ponownie zostaną zauważone, bo przyciągną wykonawców, których nikt wcześniej nie spodziewałby się w tego typu programie oraz utalentowanych debiutantów. „Liczymy na nowe odkrycia” – stwierdził.
Przypomnę, że według wcześniejszych doniesień gospodarz Eurowizji 2017 ma być znany do 24 sierpnia, kiedy na Ukrainie obchodzony jest Dzień Niepodległości. Dopiero po ogłoszeniu zwycięzcy „Bitwy Miast” EBU i NTU ustalą terminarz konkursu.
Źródło: ESCkaz, fot.: oikotimes.com
