Coraz bliżej podjęcia decyzji ws. Eurowizji 2017

Zwycięzcę batalii o tytuł organizatora Eurowizji 2017 poznamy nie później niż do końca przyszłego tygodnia, tak by na święto niepodległości Ukrainy (24 sierpnia) mieszkańcy kraju znali już miasto, które będzie gospodarzem przyszłorocznego konkursu – poinformował Olexander Kharebin z NTU. Jego zdaniem każdy kandydat ma sporo zalet ale i wad, a największym problemem jest nadal to, że praktycznie żadne miasto nie ma odpowiedniej Areny na Eurowizję.

Przedstawiciel NTU zdradził, że zarówno nadawca jak i EBU mają wątpliwości co do Pałacu Sportu i jego stanu technicznego. Kijów zdecydowanie lepiej wypada z opcją zapasową, tj. Centrum Wystawienniczym, m.in. dlatego, że jest tam sporo miejsca by zbudować wysokiej jakości scenę. W Dnipro występuje problem z procedurami związanymi z przejściem hali Meteor w ręce miasta. Poza tym miastu brakuje wystarczającej ilości miejsc noclegowych. Kharebin nie jest pewny, czy pomysł użycia barek na pokoje hotelowe zostanie zaakceptowany przez EBU. Zaletami Odessy jest jej położenie nad morzem, atmosfera w mieście, sporo miejsc hotelowych i możliwości promocyjne, jednak miasto musi zbudować dach nad stadionem, co będzie bardzo kosztowną inwestycją, nawet, jeśli wybrany zostanie najtańszy wariant. Przedstawiciele miasta muszą też zagwarantować EBU, że prace zakończą się w terminie.

Co ciekawe, opóźnienie w podjęciu decyzji jest niejako związane z żądaniami EBU, bo Unia domagała się od Ukraińców gwarancji zabezpieczenia finansowego, co w praktyce polegało na tym, by 15 mln euro przelać na konto należące do Europejskiej Unii Nadawców. To całkiem nowe działania Unii, spowodowane ponoć problemami i opóźnieniami, jakie Ukraińcy mieli przy organizacji Eurowizji 2005. Kwota traktowana będzie jako kaucja i zostanie zwrócona przez EBU po zakończonym konkursie. Pieniądze te nie będą wykorzystane do organizacji imprezy.

Na sam budżet Eurowizji 2017 złoży się 5 mln euro od miasta-organizatora (Kijów, Dnipro i Odessa gwarantują, że takie środki dostarczą), a także wkład sponsorski i składki za udział w konkursie (chociaż te będą odblokowane dla Ukraińców dopiero po zakończeniu imprezy). Jeśli pieniędzy zabraknie, państwo jest w stanie dorzucić 5-10 mln euro. Kharebin uważa, że takie środki finansowe pozwolą na organizację Eurowizji na przyzwoitym poziomie. „Nie mamy ambicji pokazywać, jak wspaniałym jesteśmy krajem. Nie jesteśmy Rosją czy Azerbejdżanem, by wydawać dziesiątki milionów. Chcemy pokazać, że możemy się dobrze przygotować, w pierwszej kolejności zwracając uwagę na przekaz telewizyjny” – mówi przedstawiciel NTU.

Źródło: OGAE ROW, ESCkaz, fot.: unian.ua