
Po dwukrotnym zajęciu ostatniego miejsca w półfinale Szwajcaria w końcu będzie miała reprezentanta wybranego w inny sposób. Postanowiono zrezygnować z regionalnych poszukiwań najlepszych kandydatów. Nie będzie m.in. platformy internetowej, na którą można było zgłaszać swoje piosenki. Platforma przyciągała wielu piosenkarzy-amatorów, obcokrajowców i byłych reprezentantów eurowizyjnych, którzy w swoich krajach nie mieli by szans na ponowną wygraną w selekcjach. Poziom zgłaszanych kompozycji nie zachwycał, a sama platforma na pewno odstraszała tych bardziej doświadczonych i utalentowanych wykonawców ze Szwajcarii.
Wszyscy nadawcy Szwajcarii będą teraz pracować wspólnie by wybrać finalistów. Spośród wszystkich zgłoszeń eksperci wybiorą 20 utworów, które zakwalifikują się do rundy „Live Check”, czyli przesłuchania na żywo. Nie ma już znaczenia z jakiego regionu pochodzi dany kandydat, nie ma też żadnych ustaleń ilu wykonawców z danego regionu powinno wejść do finału. Nową zasadą jest to, że chociaż jedna osoba bezpośrednio związana ze zgłoszonym utworem (np. wykonawca, kompozytor, tekściarz itp.) musi mieć obywatelstwo Szwajcarii lub być rezydentem kraju. To na pewno zła wiadomość dla wszystkich zagranicznych piosenkarzy, którzy planowali ponownie wysłać swoją piosenkę do platformy internetowej. Przypomnę, że także Polacy brali udział w tych preselekcjach, ale jedynie Gosia Andrzejewicz zdołała przebić się dalej i odpaść dopiero na etapie przesłuchań na żywo.
Efektem przesłuchań na żywo będzie wybór mniej więcej ośmiu finalistów, którzy zaśpiewają na scenie 5 lutego. O tym, kto wygra i pojedzie na Ukrainę, zadecydują tylko widzowie – to również zmiana w stosunku do ubiegłych lat, gdy o wynikach razem z widzami decydowali też jurorzy. Zgłoszenia do selekcji przyjmowane będą od 26 września do 24 października, a nadawca szuka „silnego utworu spełniającego międzynarodowe standardy, który będzie wykonany mocnym i pewnym głosem”. Rykka i jej dymiący stanik to chyba nie były międzynarodowe standardy…
