Gdzie Ukraina zorganizuje Eurowizję 2017?

Temat zwycięstwa Jamali w Eurowizji 2016 oraz organizacja przyszłorocznego konkursu na Ukrainie wypełnia dziś lokalną prasę i media internetowe. Konkurs chce przejąć kilka miast m.in. Kijów, Lwów, Chersoń, Odessa i Dniepropetrowsk, ale organizacją show zainteresowane są także (nieuznawane przez Ukrainę) władze samozwańczej Republiki Donieckiej czy Krymu, który został zaanektowany przez Federację Rosyjską. Przedstawiciele władz krymskich uznały, że są gotowe przyznać Jamali obywatelstwo rosyjskie – potwierdził Vladimir Konstantinov w rozmowie z RIA Novosti – informuje „Obozvrevatel”. Do organizacji Eurowizji 2017 na Krymie nawołują także różne organizacje antyrosyjskie, bo uważają, że tylko wtedy Ukraina będzie mogła pokazać Europie, że półwysep do niej należy.

Republika Doniecka również jest gotowa organizować Eurowizję 2017, ale pod warunkiem, że Europa zniesie sankcje i blokady nałożone na ten region Ukrainy. Jeden z ministrów nieuznawanej przez Kijów władzy Doniecka uważa, że artyści powinni zobaczyć prawdziwe realia kraju, a nie to, co będzie chciała zaprezentować stolica Ukrainy. Zapowiedziano jednak, że ESC 2017 trafi do Doniecka jedynie wtedy, jeśli mieszkańcy poprą taką ideę w specjalnym referendum.

Nie ma raczej możliwości, żeby Europejska Unia Nadawców zgodziła się przeprowadzić konkurs na terytorium spornym i niebezpiecznym, w związku z tym szanse na organizację show mają tylko miasta, które nie są objęte konfliktem Ukrainy z Rosją. Dyrektor nadawcy ukraińskiego powiedział, że jest zbyt wcześnie by oszacować jaką sumę trzeba przeznaczyć na przygotowanie konkursu, ale nie powinna być ona niższa niż to, co wydano w Szwecji przy Eurowizji 2016. Mer Kijowa – Vitalij Klichko – stwierdził, że konkurs mógłby się odbyć na terenie Stadionu Olimpijskiego, który wyremontowano w 2011 roku. Może on pomieścić aż 50 tys. widzów. Alternatywną opcją jest Pałac Sportu, gdzie odbyła się Eurowizja 2005. Lwów proponuje swoją arenę, która gościła m.in. mecze piłkarskie Euro 2012.

Wiadomo, że telewizja ukraińska sama nie da rady przygotować całego show, więc EBU będzie musiało znaleźć ekipę, która w tym pomoże. Szwedzi już zaoferowali swoją pomoc – telewizja SVT jest gotowa wysłać na Ukrainę swoich ekspertów, którzy mogliby odpowiadać za produkcję czy scenariusz konkursu. Nie wiadomo na razie jakie zmiany zostaną wprowadzone w systemie głosowania, ale coraz częściej słychać głosy sprzeciwu wobec korzystania z aktualnej formuły 50/50. Krytykują m.in. Michał Szpak (który w rozmowie z TVN24 powiedział, że nie interesują go głosy jurorów i twierdzi, że taki system jest nie fair) ale też Rosjanie. Zarówno Filip Kirkorov jak i przedstawiciele telewizji publicznej domagają się zmian lub usunięcia komisji jurorskich, które ewidentnie przeszkadzają Rosji w osiągnięciu dobrego wyniku.

W Rosji nadal sporo mówi się o zwycięstwie Ukrainy, jednak najczęściej spotkać można głosy krytyki wobec utworu „1944”, który próbowano zresztą zdyskwalifikować za treści polityczne. EBU uznała, że jest to utwór historyczny, jednak wielu internautów z Rosji nie zgadza się z taką decyzją. W tej sprawie wypowiadają się też przedstawiciele władz rosyjskich ironizując, że za rok kraj powinien wysłać piosenkę związaną z jakimś historycznym wydarzeniem, najlepiej takim, które stawia Ukrainę w złym świetle.

Chociaż media ukraińskie twierdzą, że zwycięstwo może pomóc Ukrainie zaprowadzić pokój w regionie, na razie wszystko wskazuje na to, że konflikt z Rosją może się jeszcze bardziej zaostrzyć. Jeden z członków parlamentu ukraińskiego przyznał, że udział Rosji w Eurowizji 2017 będzie możliwy tylko, jeśli reprezentant tego kraju sprzeciwia się rosyjskiej aneksji Krymu. Na odpowiedź Moskwy nie trzeba było długo czekać. Władze rosyjskie wystosowały komunikat, w którym informują, że Eurowizja jest konkursem międzynarodowym i udział w nim opiera się na regułach ustalanych nie przez Ukrainę, a przez EBU.

źródło: kiev post, ria novosti, eurovoix, inne