
Słowacja i Słowenia jeszcze nie podjęły decyzji
Telewizja słowacka RTVS poinformowała portal Eurovoix, że jeszcze nie podjęła decyzji w sprawie przedłużenia pauzy i braku uczestnictwa tego kraju w Eurowizji 2016. Nadzieje na powrót są, chociaż niewielkie. Po pierwsze, Słowacja po wielu latach przerwy wróciła na Eurowizję dla Młodych Tancerzy 2015. Po drugie, mówi się, że powrót Czech może zmotywować Słowaków do ponownego udziału. Po trzecie, RTVS zawsze dość szybko informowała o braku udziału w kolejnej Eurowizji. Teraz, po 3 miesiącach od konkursu w Wiedniu, nadawca nadal nie ma ostatecznej decyzji, więc może jest to dobry znak. (na zdj. Miro Smajda, ostatni reprezentant Słowacji – drugi z prawej)
Zdecydowanie pewniejsza udziału jest Słowenia, chociaż i tutaj nadawca RTV SLO daje sobie jeszcze czas na oficjalne potwierdzenie. Telewizja słoweńska podała, że kwestią Eurowizji 2016 zajmie się pod koniec września. Raczej nie ma jednak podstaw, by przerywać starty, zwłaszcza, że w ciągu ostatnich 5 lat kraj aż trzy razy zakwalifikował się do finału, poza tym Słowenia kontynuuje w tym roku udział w Eurowizji dla Dzieci, przygotowując też specjalne preselekcje narodowe, co oznacza, że ewentualne problemy finansowe możemy w tym wypadku wykluczyć.

Aby pobić rekord uczestników ESC w 2016 roku, EBU musiałaby nakłonić do powrotu aż pięć państw, jednocześnie utrzymując wszystkie 39 europejskich nacji, które startowały w Wiedniu. Wśród potencjalnych powracających wymienić można m.in. Słowację, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Bułgarię, Turcję i Ukrainę, czyli aż 6 państw. Ich powrót doprowadziłby do Eurowizji z 45 krajami, co byłoby ogromnym sukcesem. W półfinałach startowałoby wtedy 19 i 20 państw.
KONKURSOWY UPDATE: Tajemniczy tweet organizatorów Turkowizji sugeruje, że III edycja konkursu odbędzie się jednak w Stambule, a nie w stolicy Tukmenistanu. Już wcześniej podano, że nowy format – Turkowizja dla Dzieci – także zorganizowana zostanie w Turcji. Czyżby Tukmenistan nie nadawał się tytułu gospodarza konkursu?

CZY WIESZ, ŻE…
Eurowizja 1983 była jak do tej pory najdłuższym konkursem i to nie dlatego, że startowało tam aż 20 państw. Wszystko przez decyzję o prowadzeniu całego finału w aż trzech językach – po angielsku, niemiecku i francusku. Co prawda już wcześniej oglądać mogliśmy finały trójjęzyczne (z hebrajskim), ale Marlene Charell dosłownie wszystkie kwestie powtarzała w trzech językach (łącznie ze słowami, które brzmią niemal identycznie)…
- Marlene nie dość że doprowadzała do dłużyzn, to jeszcze popełniała mnóstwo błędów, zarówno podczas prezentacji wykonawców czy kompozytorów jak i w trakcie głosowania, gdzie myliły jej się języki, a nawet…kraje. Podawacza punktów z Cypru pożegnała po serbsku, zamiast Nikozji pozdrawiając…Nowy Sad.
- Co ciekawe, nawet na czas Interval Act’u widzowie nie mieli szansy „zapomnieć” o blond prowadzącej, gdyż Marlene…uczestniczyła w pokazie tanecznym. Sama też układała ozdoby z kwiatów nawiązujące do danego państwa.
- Eurowizja w Niemczech zapamiętana została również z powodu bardzo brzydkiej sceny, przypominającej namiot lub luksferę.
- Zwycięska piosenka Luksemburga uznana została dość szybko za przestarzałą, co zapewne było powodem braku jakiegokolwiek sukcesu na listach przebojów. Podobnie zresztą stało się z izraelskim „Hi”, chociaż Ofra Haza zrobiła po Eurowizji dużą karierę.
- Największe osiągnięcia na europejskich listach przebojów odniosła piosenka jugosłowiańska „Dzuli”.

Konkurs w 1984 roku prowadzony był w aż pięciu językach, jednak w zupełnie inny sposób, niż zrobiła to Marlene. Tym razem prowadząca w jednym zdaniu lub jednej wypowiedzi potrafiła wpleść słowa w różnych językach, nie tłumacząc ich na wszystkie pozostałe. Wprowadziło to nieco chaosu, ale przynajmniej skróciło czas trwania finału.
- Telewizja RTL przygotowała scenę z ruchomymi elementami, dzięki czemu można było stworzyć unikatowy wygląd sceny dla każdego uczestnika.
- Po raz pierwszy w historii publiczność pozwoliła sobie na lekkie buczenie. Dotknęło to reprezentantki Wielkiej Brytanii – trio Belle & the Devotions, jednak reakcja widowni nie była związana z ich piosenką, ale protestem przeciwko brytyjskim chuliganom, którzy dokonali burd na ulicach stolicy Luksemburga jesienią ubiegłego roku.
- Zwycięzcami okazali się bracia Herrey’s ze złotymi butami, wesołą choreografią i niesamowitym entuzjazmem na twarzy. Do końca jednak ich zwycięstwo nie było takie pewne, gdyż o Grand Prix walczyli z Lindą Martin i piosenką napisaną przez Johnny’ego Logana.
- Wielu fanów uważa, że „Diggi-loo, diggi-ley” to jedna z najgorszych piosenek, które wygrały Eurowizję. Piosenka nie stała się hitem, podbiła jedynie listy przebojów w Szwecji i Holandii.
