Luksemburg na NIE, Wyspy Owcze na TAK
Telewizja RTL publiczny nadawca z Luksemburga, poinformował, że nie jest zainteresowana powrotem na Eurowizję 2016. Stacja po raz kolejny odmawia powrotu, tłumacząc to nikłym zainteresowaniem konkursem w kraju oraz chęcią skupienia się na programach informacyjnych, kosztem rozrywkowych. Luksemburg ostatni raz wystartował na ESC w 1993, jest jednym z państw-założycieli konkursu. Tymczasem po dwóch latach przerwy do konkursu powróci grecki nadawca ERT, który decyzją parlamentu został przywrócony i na nowo działa w Grecji. Nadawca publiczny został zamknięty w 2013 roku, czemu towarzyszyły spore kontrowersje i spory polityczno-społeczne. Nowa telewizja NERIT uczestniczyła w Eurowizji 2014-2015 i chociaż jej reprezentanci zdobywali awans do finału, to jednak daleko im było do zdobycia miejsca w top10. Pomimo przerwy, ERT zachowała status aktywnego członka EBU, więc ma prawo do udziału w Eurowizji 2016. Czy w związku z tym przygotowania do konkursu ulegną zmianie? Zobaczymy wkrótce.
Bjorn Kalso, minister edukacji Wysp Owczych optuje za zaproszeniem tego terytorium duńskiego do udziału w Eurowizji w 2016 roku. Udział Wysp Owczych mógłby być możliwy podobnie, jak w przypadku Australii, chociaż telewizja publiczna archipelagu nie jest członkiem EBU. Na zaakceptowanie wniosku czeka od 2010 roku, jednak przeszkodą jest fakt, że Wyspy Owcze nie są niepodległym państem i jako takie nie są uznane przez ONZ. Dla ministra to jednak nie jest problem i ma ogromną nadzieję, że w przyszłym roku reprezentant tej części Danii wystąpi w konkursie, co tylko wzmocniłoby pakt skandynawski. Wyspy Owcze znajdują się między Islandią, Szkocją a Norwegią, formalnie należą do Danii. Mówi się tam po farersku i duńsku.
Skoro mowa o przygotowaniach do ESC, to warto wspomnieć, że do walki o organizację konkursu przystąpił kolejny gracz. Wspólną aplikację przygotowały miasta Gavle i Sadviken. Dzieli je 20 kilometrów, ale to ponoć nie problem. Eurowizja 2016 odbywała się w Goransson Arena w 22-tysięcznym Sadviken, natomiast Gavle zaoferowałoby zaplecze noclegowe i miejsce na dodatkowe eventy. Władze miast są bardzo chętne, by ugościć Eurowizję, jednak czy EBU i SVT są na to zgodzą?
Litwa się tłumaczy
Litwa i San Marino to jedyne kraje, które w finale nie dały Rosji ani jednego punktu. O ile działań jury San Marino nie da się czasem przewidzieć i wytłumaczyć, o tyle zero z Wilna to spory cios dla Rosji, a dla wielu fanów oznaka bojkotu rosyjskiej polityki i chęć pokazania, by Putin trzymał się z daleka od ich granicy. O ile widzowie (tradycyjnie) wspierali rosyjskiego reprezentanta, o tyle jurorzy dali Polinie 20. miejsce, co sprawiło, że „A million voices” ostatecznie wylądowało na 11. miejscu i nie dorobiło się finałowych punktów. Całą sprawę skrytykowano na łamach rosyjskiej „Komsomolskiej Prawdy”, a niektórzy uznali nawet, że prezydent Litwy osobiście instruowała jurorów, by głosowali przeciwko Polinie. Lauras Luciunas, jeden z jurorów litewskich, uznał, że w głosowaniu komisji nie ma żadnego podtekstu politycznego, a oceniającym po prostu nie spodobała się piosenka Rosji. „Nie lubię przesadzonych kompozycji. Preferuję utwory wykonywane przez wokalistów, nie aktorów” – uznał.

REZULTAT EUROWIZYJNY
15. Rumunia
Grupa Voltaj przyjechała do Wiednia z rumuńsko-angielską piosenką i ważnym przesłaniem, które jednak z powodu bariery językowej chyba nie było przez wszystkich zrozumiane, a sama reprezentacja raczej ginęła w cieniu innych. Co ciekawe, była to jedyna piosenka wykonana w dwóch językach podczas całego, tegorocznego konkursu.

„De la capat” wybrzmiało w I półfinale Eurowizji 2015, zdobyło tam aż 89 punktów i 5. miejsce, co dało Rumunii kolejny awans. Voltaj otrzymali jedną dwunastkę (od Mołdawii, oczywiście) i po osiem punktów z Albanii, Francji, Hiszpanii i Austrii, a jedynie Macedonia nie przyznała żadnego punktu. Gdyby o wynikach decydowali tylko widzowie, Rumuni weszliby do finału z piątego miejsca (96 punktów), z kolei u jurorów zajęli pozycję siódmą (67 punktów). W finale wypadli słabiej, skompletowali tylko 35 punktów, co dało im piętnaste miejsce. O ile w półfinale głosowali na nich prawie wszyscy, tak w finale zdobyli jedynie osiem not, w tym 12 punktów z Mołdawii, co stanowiło 34% ich całego dorobku. Ocena widzów i jurorów była dość rozbieżna. W televotingu Rumunia była na 12. miejscu (69 punktów), ale u jury na 24. miejscu (21 punktów).
15. miejsce to ósmy najlepszy rezultat Rumunii lub piąty najgorszy (patrząc tylko na udziały w finale). Przypomnę, że do tej pory ten kraj dwukrotnie zajmował trzecie miejsce, po jednym razie czwarte, dziewiąte i dziesiąte oraz dwukrotnie dwunaste i trzynaste. Jeszcze do niedawna Rumunia była uznawana za kraj z potencjałem, który prędzej czy później wygra ESC, jednak po 2010 roku kraj nie zdołał ani razu wejść do top10, chociaż nadal zachowuje status członka elitarnej grupy krajów, które zawsze zdobywały awans. Przypomnę, żę aktualnie w tej grupie znajdują się też Rosja i Grecja (nie licząc Azerbejdżanu, Bośni i Ukrainy, które nie zawsze uczestniczyły w ESC w latach 2004-2015). Rumunia to jedyny kraj z tej trójki, który jeszcze nie wygrał Eurowizji. Piąte miejsce w półfinale to piąty najlepszy rezultat kraju na poziomie eliminacji. Podobną lokatę zdobył w 2013 roku Cezar. Warto zwrócić uwagę na to, że Rumunia wystawiła utwór w języku rumuńskim, co zdażyło się pierwszy raz od 2008 roku (wtedy była to kompozycja rumuńsko-włoska).
Zobaczmy, jak głosowali widzowie i jurorzy z Rumunii. W półfinale pierwsze miejsce zajęła Rosja, drugie miejsce Dania, a trzecie Belgia. Mołdawia była dopiero siódma, a na ostatnim miejscu sklasyfikowano Finlandię. Pomimo braku mołdawskiego wokalisty, widzowie i tak zagłosowali na Mołdawię, nawet reprezentowaną przez Ukraińca. Drugie były Węgry (4. u jury), a trzecia Rosja. Finowie zajęli 8. miejsce, Duńczycy dziesiąte, a Belgowie siódme. Najgorzej u widzów wypadła Białoruś (9. u jury). Dużą różnicę widać przy Estonii (11. miejsce u jury, 4. u widzów). Ostatecznie najwyższe trzy noty z Bukaresztu dostały Rosja, Węgry i Mołdawia, a Finlandia zajęła pierwsze miejsce pod kreską.
W finale jury znów doceniło Rosję, na drugim miejscu stawiając Norwegię, a na trzecim Włochy. Szwecja była czwarta, Polska dopiero 21., a ostatnia Albania i to jednogłośnie u wszystkich jurorów. Widzowie największe poparcie przekazali Włochom, drugie miejsce zajęły Węgry (15. u jury), a trzecie Szwecja. Rosja na piątym, Albania na dziewiętnastym, a ostatnia była Litwa. Polska wypadła fatalnie, gdyż zajęła przedostatnie, 25. miejsce. Anca Lupas była jurorką, która dała Monice Kuszyńskiej najwyższe miejsce (16.), najniżej ocenił ją Ovi z Eurowizji 2010 i 2014 (23. miejsce). Opinia widzów i jurorów rozbiegła się przy Estonii (24. u jury, 7. u widzów), Azerbejdżanie (14. u jury, 4. u widzów), Izraelu (17. u jury, 8. u widzów), Norwegii (2. u jury, 13. u widzów), Cyprze (9. u jury, 23. u widzów) czy Francji (7. u jury, 24. u widzów). Ostatecznie najwyższe noty zdobyły Włochy, Rosja i Szwecja, a Polska zajęła 25. miejsce.
